Statystyki
Uaktualnienie: 12.07.2017
Jeżeli polubiłeś tę stronę,
wypełnij, proszę, formularz.
Polecane strony
Dodano 2012-09-14 08:57

Lekcja 6. Pieniądz i ceny. Regulacja cen

Rozdział nowego pieniądza w formie dywidendy narodowej jest więc sposobem na podwyższenie poziomu pieniądza w kraju, gdy zachodzi taka potrzeba, oraz na umieszczenie go wprost w rękach konsumentów.

Konsumenci jednak dopiero wtedy będą mieli z tego korzyść, jeżeli wzrośnie ich siła nabywcza.

Otóż siła nabywcza zależy od dwóch czyn­ników: od ilości pieniędzy w rękach konsumentów i od cen towarów.

Jeżeli ceny towarów się zmniejszają, tym sa­mym rośnie siła nabywcza konsumenta, choćby nawet nie rozporządzał większą ilością pieniędzy. Załóżmy, że mam 10 dolarów na zakup masła, którego cena wynosi 2,50 dolara za 1/2 kg. Za 10 dolarów mogę kupić 2 kg masła. Jeżeli cena masła się obniżyła do 2 dolarów za 1/2 kg, moja siła na­bywcza wzro­sła i mogę teraz kupić 2,5 kg masła.

Z drugiej strony podwyżka cen zmniejsza siłę nabywczą konsumentów. W takim wypadku nawet powiększenie ilości pieniędzy może nie dać efektu. Na przykład robotnik, który w roku 1967 zarabiał 200 dolarów, a w roku 1987 zarabiałby 400 dolarów, w rzeczywistości straciłby, gdyż koszty utrzy­mania w ciągu tych 20 lat wzrosły więcej niż dwu­krotnie. W roku 1987 trzeba by mieć co najmniej 772 dolary, by móc kupić to, co kosztowało 200 dolarów w roku 1967.

Stały wzrost cen produktów jest powodem tego, że podwyżki płac nie powodują trwałego polepszenia. Pracodawcy nie fabrykują pieniędzy. Jeżeli są zmuszeni płacić wyższe pensje robotnikom, muszą sprzedawać towary po wyższych cenach, by uniknąć bankructwa.

Natomiast dywidenda narodowa nie wchodzi w ceny, skoro jest utworzona z nowego pieniądza i skoro rząd rozdziela ją niezależnie od zatrudnienia.

Gdyby jednak ludność dysponowała większą ilością pieniędzy, mogłaby się u kupców pojawić tendencja do podwyższania cen, choćby nawet produkcja towarów nie kosztowała ich więcej.

Reforma pieniężna, która by jednocześnie nie zapobiegała niesłusznym zwyżkom cen, nie byłaby kompletna. Mogłaby nawet stać się ka­tastrofalna, umożliwiając swobodny bieg ku inflacji.

Jeżeli pozwoli się na dowolne ustalanie cen, na generalne osiąganie górnej granicy, może to znie­chęcić ludzi do produkowania, gdyż najpewniej­szym sposobem na podwyższenie cen jest zmniejszenie produkcji. Wówczas pra­wodawca osiąga wynik odwrotny do zamierzonego: powstaje inflacja wskutek niezręcznego jej zwalczania. Dla uniknię­cia sankcji, inflacja znajduje ujście poprzez czarny rynek.

Kredyt Społeczny proponuje technikę au­tomatycznego zwalczania inflacji pod nazwą „ceny godziwej” lub „dyskonta skompensowa­nego”. Stanowiłoby to część emisji nowego pieniądza w celu ustalenia całkowitej siły na­bywczej na poziomie całości produkcji zaoferowanej.

Cena godziwa

Ponieważ produkty są przeznaczone dla kon­sumenta, jest zrozumiałe, że powinny być mu za­oferowane po ce­nie dla niego przystępnej.

Mówiąc inaczej, powinna być stale zacho­wana równowaga pomiędzy wszystkimi cenami a całkowitą siłą nabywczą wszystkich konsumentów.

Dla ustalenia cen sprzedaży, producenci albo kupcy obliczają koszt wyrobu produktu i dodają do nich koszty manipulacyjne, transportowe, magazynowania, sprzedaży i zyski rozmaitych pośredników.

Wcale jednak nie jest pewne, że ta cena oznaczona będzie równa sile nabywczej konsumenta.

Kupiec musi żądać zapłacenia mu ceny ozna­czonej, żeby nie mógł nikogo, od producenta do kupca, doprowadzić do bankructwa. Z drugiej strony klient może zapłacić tylko cenę odpowiada­jącą jego sile nabywczej. W przeciwnym razie towary zostaną nie sprzedane, chociaż jest na nie realne zapotrzebowanie.

Dlatego konieczna jest regulacja cen. Doko­nałaby tego technika monetarna Kredytu Społecznego. W języku kredytowym „ceną godziwą” nazywa się cenę, która dokładnie odpowiada rzeczywistości. Zaraz zrozumiemy to lepiej.

Mówiąc „cena godziwa” nie ma się na myśli „ceny przyzwoitej”, czy „ceny słusznej”. Cena oznaczona przez kupca może być całkiem przyzwoita, całkiem słuszna, a jednak nie być ceną dokładną.

W czasie Wielkiego Kryzysu ceny oznaczone mogły być przyzwoite i słuszne, ale nie były dokładne, gdyż nie odpowiadały konsumpcji. Jeżeli całkowita produkcja rzeczy poszukiwanych przewyższa całkowitą konsumpcję, ceny z pewnością nie są dokładne, ponieważ konsumpcja w pewnym okresie czasu oznacza realne wydatki poczynione na produkcję w tym samym okresie.

Cena przyzwoita jest zagadnieniem moralnym, a cena dokładna albo „godziwa” jest zagadnieniem matematycznym.

W systemie kredytowym cenę dokładną, „cenę godziwą” ustala się stosując regułę matematyczną. Nie jest to więc kwestia dowolnego ustalania cen ani osiągania górnej granicy, ani ograniczeń, ani wynagrodzeń, ani kar lecz po prostu zagadnienie matematyczne.

Technika Kredytu Społecznego ustala ceny w oparciu o dwie liczby, podane przez samych obywateli i nie ustalane arbitralnie przez pewne osoby, cierpiące na manię narzucania swojej woli innym. Liczby te określają:
1. całkowitą sumę cen (podaną przez pro­ducentów);
2. siłę nabywczą konsumentów (żądania konsumentów w zależności od posiadanych pieniędzy).

Następnie w celu postawienia znaku rów­ności między tymi dwiema liczbami Kredyt Społeczny obniża pierw­szą z nich do poziomu drugiej.

Wytłumaczmy to, przytoczywszy najpierw kilka pojęć mało znanych, niemniej bardzo ważnych.

Prawdziwa cena produkcji

Cena dokładna jakiejś rzeczy jest to całkowita suma wydatków poniesionych na wyprodukowanie tej rzeczy. Ustalamy ją w dolarach, w ergach, w roboczogodzinach lub w czymkolwiek bądź.

Przypuśćmy, że pewna praca kosztuje cztery godziny wysiłku robotnika, dziesięć gramów jego potu, jeden po­siłek i jednorazowe użycie narzędzi. Jeżeli to wyliczenie jest kompletne, ceną dokładną tej pracy są: cztery godziny wysiłku, dziesięć gra­mów potu, jeden posiłek, jednorazowe użycie na­rzędzi. Ani więcej, ani mniej.

Kiedy wyceniamy koszty w złotówkach w Pol­sce i wyceniamy w złotówkach pracę, istnieje moż­liwość ustanowienia relacji między tymi dwoma kosztami w złotówkach, włączając zawsze zużycie i wszystkie inne elementy, które tworzą wydatki.

Jeżeli ogółem koszty surowca, pracy, energii, zużycia wyrażają się sumą 100 złotych, cena do­kładna tego produktu jest równa stu złotym.

Jest jeszcze cena rachunkowa. W czasie wytwarzania produktu w fabryce prowadzi się rachu­nek zakupionego surowca, kosztów przerobu, wy­datków na płace, kosztu kapitału itd., itd. Wszystko to stanowi koszt finansowy tego produktu.

Czy cena rachunkowa i cena dokładna są so­bie równe? Przypadkowo mogą być równe, w za­sadzie jednak się różnią.

Przypuśćmy, że w pewnym małym kraju roczną produkcję dóbr kapitału i dóbr konsumpcyj­nych oceniono na 100 milionów dolarów. Jeżeli w tym samym czasie wszystkie wydatki mieszkańców tego kraju wyniosły 80 milio­nów, będzie trzeba przyjąć, że produkcja tego kraju w tym roku kosz­towała dokładnie 80 milio­nów, gdyż ludność, która ją wytworzyła, zużyła ją w całej jej wartości 80 milionów. Produkcja ta została oszacowana przez rachunko­wość kosztów wła­snych na 100 milionów, poniesiono jednak na nią tylko 80 milionów real­nych wydatków. Trzeba więc wziąć pod uwagę obie wielkości. Zatem ceną do­kładną produkcji 100 milionów jest 80 milionów.

Innymi słowy, gdy zostało wyprodukowane bogactwo o wartości 100 milionów dolarów, bogactwo o wartości 80 milionów dolarów zo­stało skonsumowane. Konsumpcja o wartości 80 milionów jest prawdziwą ceną produkcji wartej 100 milionów.

Zatem prawdziwą ceną produkcji jest konsumpcja.

Zresztą, jak powiedzieliśmy poprzednio, jeżeli produkcja istnieje dla konsumpcji, konsumpcja powinna zapła­cić za produkcję.

W powyższym przykładzie kraj zasługiwał na swoją produkcję. Jeżeli wydając 80 milionów, pro­dukował dobra i usługi o wartości 100 milionów, powinien móc otrzymać produkcję o wartości tych 100 milionów, wydając na nie 80 milionów. Innymi słowy, konsumenci płacąc 80 milionów, powinni otrzymać produkcję o wartości 100 milionów. W przeciwnym razie do kontemplacji pozostanie produkcja o wartośći 20 milionów, w oczekiwaniu, że stanie się ona ofiarą całopalną na oczach zrozpaczonych biedaków.

Powiększanie i zmniejszanie się bogactwa

Kraj wzbogaca się w dobra, jeżeli rozwija swoje środki produkcji: maszyny, fabryki, środki transportowe itd., czyli to, co nazywamy dobrami kapitałowymi.

Kraj również wzbogaca się w dobra, jeżeli pro­dukuje rzeczy do konsumpcji: zboże, mięso, me­ble, odzież itd., czyli to, co nazywamy dobrami konsumpcyjnymi.

Ponadto kraj się wzbogaca w dobra, gdy otrzymuje bogactwo z zewnątrz. W ten sposób Polska staje się bogatsza w owoce, kiedy sprowa­dza banany, pomarańcze i ananasy. Nazywamy to importem.

Z drugiej strony ilość dóbr w kraju się zmniej­sza, gdy się niszczą lub zużywają jego środki pro­dukcji: palą się fabryki, zużywają się maszyny itd. Nazywa się to deprecjacją (obniżeniem wartości).

Ponadto ilość dóbr w kraju się zmniejsza, gdy są konsumowane. Zjedzona żywność, zużyta odzież itd., nie są już więcej dostępne. Jest to niszczenie przez konsumpcję.

Ilość dóbr w kraju również się zmniejsza, gdy się je wywozi. Na przykład, będziemy mieli mniej jabłek, masła, bekonu w Polsce, kiedy kraj nasz wyśle te produkty do Anglii. Nazywa się to eksportem.

Obliczanie ceny godziwej

Przypuśćmy teraz, że zestawienie w pewnym roku przedstawia się następująco:
Produkcja dóbr kapitałowych 3 000 milionów
Produkcja dóbr konsumpcyjnych 7 000 milionów
Import 2 000 milionów
Całkowite wpływy 12 000 milionów

Deprecjacja dóbr kapitałowych 1 800 milionów
Konsumpcja 5 200 milionów
Eksport 2 000 milionów
Całkowite zmniejszenie 9 000 milionów

Stąd wniosek: podczas, gdy kraj wzbogacił się o produkcję wartości 12 miliardów – zużył, skonsumował lub wyeksportował produkcję o wartości 9 miliardów.

Rzeczywistym kosztem produkcji 12 miliardów jest 9 miliardów. Jeżeli na produkcję dóbr i usług o wartości 12 miliardów kraj wydał w rzeczywistości 9 miliardów, powinien móc korzystać ze swoich 12 miliardów wartości produkcji, płacąc za nie tylko 9 miliardów.

9 miliardami powinien zapłacić za 12 miliar­dów. Za 12 zapłacić 9. Wymaga to regulacji cen: obniżyć cenę rachunkową 12 do poziomu ceny rzeczywistej 9 i dokonać tego nikomu nic nie narzucając i nic nikomu nie zabierając.

Biorąc pod uwagę gospodarkę, w której pro­dukcja istnieje dla konsumpcji, logiczny jest nastę­pujący wniosek.

Ponieważ konsumpcja 9 miliardów, wliczając w to zużycie maszyn, pozwoliła na produkcję 12 mi­liardów, uwzględniając wszystkie ulepszenia, prawdziwą ceną produkcji jest 9 miliardów. Żeby kraj mógł używać tej produkcji, tak długo jak chce, musi on mieć możliwość uzyskania jej za jej realną cenę, 9 miliardów, co nie staje na przeszkodzie, by kupcy uzyskali za nią 12 miliardów.

Z jednej strony konsumenci w kraju powinni móc kupić 12 za 9; powinni móc korzystać z pro­dukcji krajowej płacąc za nią 9/12 ceny oznaczo­nej. Z drugiej strony kupcy powinni uzyskać całą sumę: 12. W przeciwnym razie nie będą mogli wycofać swoich wkładów i nie będą mieli żadnego zysku, który stanowi zapłatę za ich usługi.

Dyskonto skompensowane albo rabat

Jeżeli klientowi udzieli się dyskonta 3 na 12 albo 25 na 100, zapłaci on tylko 9/12 ceny oznaczonej.

Na przykład, jeżeli stół kosztuje 120 zł, klient go kupi za 90 zł; jeżeli para pończoch kosztuje 4 zł, klient ją kupi za 3 zł. To samo odnosi się do wszystkich artykułów w kraju, ponieważ to stanowi dyskonto narodowe ustano­wione przez Narodowe Biuro Kredytowe, specjalnie w tym celu powołane.

Jeżeli za wszystkie artykuły w kraju płaci się w ten sposób 75% ich ceny oznaczonej, konsumenci w tym kraju będą mogli otrzymać całą swoją 12 miliardową produkcję za 9 miliardów, które wyda­dzą na konsumpcję.

Jeżeli produkty nie będą im odpowiadały, nie będą ich kupować, a producenci po prostu prze­staną je fabryko­wać, ponieważ nie stanowią one rzeczywistego bogactwa, nie odpowiadając zapo­trzebowaniu konsumentów.

Kupcy otrzymają od klientów tylko 75% ceny towarów. Wobec tego nie mogliby się utrzymać, gdyby 25% nie zapłaconych przez klienta nie dostali z innego źródła.

Tym innym źródłem może być tylko Naro­dowe Biuro Kredytowe, które musiałoby za­dbać, by pieniądz odpowiadał faktom. Kupiec otrzy­mywałby więc z tego urzędu brakujące mu 25%, po okazaniu zaświadczenia o sprzedaży i o przy­znanym mu dyskoncie.

Cel byłby osiągnięty. Wszyscy konsumenci w kraju otrzymaliby całą produkcję, odpowiadającą zapotrzebowa­niu. Kupcy, a przez nich producenci, odzyskaliby koszty produkcji i dystrybucji.

Inflacja byłaby niemożliwa wobec dostatecznej ilości produktów w stosunku do zapotrzebowania. Nowy pie­niądz pojawiałby się tylko dzięki obecno­ści produktu pożądanego i zakupionego.

Zresztą emisja nowego pieniądza nie wcho­dziłaby w rachunek cen, gdyż nie byłaby to ani pensja, ani lokata; pojawiałaby się po wytworzeniu produktu, po wycenieniu go i sprzedaniu.

Taki sam wynik osiągnęłoby się, gdyby klient musiał zapłacić całą cenę produktu, a potem otrzymał zwrot 25% ceny zakupu w filii Narodo­wego Biura Kredytowego, po okazaniu zaświad­czenia kupca o wysokości ceny za­kupu.

Pierwsza metoda jest dyskontem skompenso­wanym, rabatem udzielonym przez kupca i wypła­conym mu przez Narodowe Biuro Kredytowe.

Tę drugą metodę nazywamy rabatem, z któ­rego korzysta klient. W obu wypadkach wynik jest taki sam.

Cena, którą musi płacić klient, zawsze powinna być tylko ułamkiem ceny oznaczonej, wyrażającym się stosun­kiem całości konsumpcji do całości pro­dukcji. W przeciwnym razie tylko część produkcji będzie dostępna dla kon­sumentów, chociaż jest przeznaczona dla nich w całości.

Dywidenda i obniżanie cen

Istnieją dwa sposoby, by ceny i pieniądze od­powiadały sobie: ceny mogą zostać obniżone, albo portfele napełnione. Kredyt Społeczny wprowa­dziłby oba te rozwiązania, bez szkodzenia komu­kolwiek i służąc każdemu. Dwa mechanizmy sprzężone razem – obniżanie cen i dywidenda – byłyby kalkulowane, żeby zrównoważyć sumę cen z sumą pieniędzy.

Oba są konieczne. Gdyby istniała tylko dywi­denda, ceny miałyby tendencję wzrostową, nawet gdyby aktualny koszt towarów pozostawał ten sam. A jeśli istniałoby tylko obniżenie cen, bez dywi­dendy, nie miałoby to znaczenia dla ludzi, którzy nie mają żadnego dochodu.

Zasada dywidendy byłaby bezspornie lepsza, niż obecne programy socjalne, jak zasiłek dla ubo­gich, zasiłek od bezrobocia itd. Dywidenda nie byłaby finansowana z podatków tych, którzy pracują, lecz przez nowy pieniądz wykreowany przez Narodowe Biuro Kredytowe. Nikt nie żyłby na koszt podatników. Dywidenda byłaby dziedzic­twem, na­leżnym wszystkim Polakom, którzy byliby udzia­łowcami akcji w przedsiębiorstwie „Polska Limited”.

W przeciwieństwie do zasiłku dla ubogich, dy­widenda byłaby wypłacana bezwarunkowo, nie karząc tych, któ­rzy chcą pracować. Byłaby daleką od bycia pretekstem do bezczynności. Pozwoliłaby ludziom pracować w zawodach najbardziej dla nich odpowiednich. Oprócz tego, gdyby ludzie przestali pracować, zmniejszyłaby się od­powiednio produk­cja i tym samym dywidenda, która opiera się na bieżącej produkcji. Bez tego dochodu, który jest zwią­zany z zatrudnieniem, postęp nie jest sprzy­mierzeńcem człowieka, lecz przekleństwem, po­nieważ przez wyeliminowanie zapotrzebowania na ludzką pracę, ludzie tracą podstawowe i jedyne źródło dochodu.

Dzięki temu mechanizmowi dyskonta ceno­wego jakakolwiek inflacja nie byłaby możliwa, po­nieważ dyskonto faktycznie obniża ceny. Inflacja oznacza wzrost cen, a najlepszym sposobem za­pobieżenia wzrostowi cen jest ich obniżenie! Dys­konto cenowe jest dokładnie przeciwne podatkowi od sprzedaży: zamiast płacić więcej za towary z powodu podatków, konsumenci będą płacili mniej dzięki dyskontu. Kto będzie na to narzekał?

Finansowanie robót publicznych

Jak byłyby finansowane roboty i usługi pu­bliczne w tym społecznym systemie finansowym? Za każdym ra­zem gdyby ludność zechciała zreali­zować jakiś projekt publiczny, rząd nie pytałby: „Czy mamy pieniądze na bu­dowę tego projektu?”, ale: „Czy mamy materiały i pracowników do zreali­zowania tego projektu?” Jeżeli tak, to Narodowe Biuro Kredytowe automatycznie wykreowałoby nowe pieniądze dla sfinansowania nowej produkcji.

Wyobraźmy sobie, że ludność potrzebuje no­wego mostu, którego wzniesienie będzie koszto­wałowykreuje więc 50 milionów w celu sfinan­so­wania budowy tego mostu. A ponieważ wszyst­kie nowe pieniądze muszą być wycofane z obiegu wraz z konsumpcją nowej pro­dukcji, pieniądze stworzone w celu zbudowania mostu muszą być wycofane z obiegu wraz ze skonsumowaniem mostu.
Jak most może być „konsumowany”? Przez zużywanie się i tracenie na wartości. Wyobraźmy sobie, że inży­nierowie, którzy budowali most zało­żyli, że będzie on zdatny do użytku przez 50 lat, czyli most będzie tracił na wartości jedną pięćdzie­siątą każdego roku. Ponieważ budowa kosztowała 50 milionów złotych, więc most straci na wartości 1 milion złotych każdego roku. Czyli każdego roku trzeba będzie wycofywać 1 milion złotych przez okres 50 lat.

Czy wycofywanie pieniędzy z obiegu będzie się odbywało przez opodatkowanie? „Nie, to nie jest ko­nieczne”, powiedział Clifford Hugh Douglas, szkocki inżynier – twórca systemu Kredytu Spo­łecznego. Jest inny sposób, dużo prostszy – na wycofanie pieniędzy z obiegu: metoda regulacji cen (zwana też dyskontem wyrównaw­czym). 19 stycznia 1938 r. Douglas powiedział w Londynie:

Co oznacza i czym będzie regulacja cen? Na­rodowe Biuro Kredytowe będzie miało za zadanie prowadzenie dokładnej księgowości krajowych przychodów i rozchodów. Będzie to wymagało tylko 2 ko­lumn: w jednej będzie się zapisywało całą produkcję krajową w danym okresie czasu, a w drugiej całko­witą konsump­cję. Obniżka wartości mostu w wysokości 1 miliona złotych rocznie za­pisywana byłaby w drugiej kolumnie, jako „kon­sumpcja” i dodana do wszelkiego rodzaju innych pozycji skonsu­mowanych i znikających dóbr w kraju, w danym okresie czasu.

Douglas wskazał też, że prawdziwym kosztem produkcji jest koszt konsumpcji. Na przykładzie mostu można powiedzieć, że jego cena wynosi 50 milionów złotych, ale realny (prawdziwy) koszt mostu – to jest to wszystko, co musiało być skon­sumowane w celu jego budowy. Podczas, gdy z jednej strony niemożliwe jest poznanie realnego kosztu każdego, wyprodukowanego artykułu, z drugiej strony możliwe jest poznanie realnego kosztu całko­witej produkcji krajowej w ciągu roku: jest to wszystko to, co zostało skonsumowane w danym kraju w ciągu tego roku.

Trzy zasady

Istnieją trzy fundamenty Kredytu Społecznego.
  1. Pieniądze muszą być emitowane bez długu przez rząd – przedstawicieli społeczeństwa – zgodnie z produkcją i wycofywane z obiegu zgodnie z konsumpcją;
  2. comiesięczna dywidenda dla każdego obywatela;
  3. dyskonto skompensowane.
Wszystkie trzy są konieczne. Jeśli wycofa się jeden z nich, system nie będzie działał właściwie.

Celem techniki Kredytu Społecznego, którą wyjaśniliśmy pokrótce jest finansowanie produkcji dóbr, które odpowiadają na potrzeby i finansowa­nie dystrybucji tych dóbr, po to, żeby spełniły one te potrzeby. Jeśli spojrzymy na diagram (obieg pieniądza), zauważymy, że pieniądze nig­dzie się nie gromadzą. Jedynie idą w ślad za dob­rami, wy­emitowane, kiedy dobra są produkowane i powra­cające do swego źródła (Narodowego Biura Kre­dytowego), kiedy dobra są skonsumo­wane (sprze­dane). W każdej chwili, pieniądze są dokład­nym odbiciem fizycznej rzeczywistości: pie­niądze poja­wiają się, kiedy pojawiają się nowe produkty i zni­kają, kiedy znikają produkty (kiedy produkty zo­stają skonsumowane).

* * *

Wszystko to otwiera niewyobrażalne horyzonty i możliwości. Każdy powinien znać i studiować system Kredytu Społecznego, żeby możliwości te stały się rzeczywistością. I dlatego wszyscy po­winni zaprenumerować dwumiesięcznik MICHAEL. Drodzy przyjaciele, oto rola, którą wszyscy powin­niście odegrać: zrozumieliście Kredyt Społeczny, a więc Waszym obowiązkiem i Waszą odpowiedzial­nością jest to, żeby poznali go inni. Można to zro­bić przez zbieranie prenumerat MICHAELA w wa­szym środowisku i wokół Was. Życzymy powodzenia!
opr. Alain Pilote
Zauważyłeś/aś literówkę lub błąd ortograficzny? Powiadom o tym...

0 komentarzy | skomentuj
Skomentuj
Treść
Podpis
Antybotdziewięć minus siedem = (liczba/cyfra)