Statystyki
Uaktualnienie: 15.09.2017
Jeżeli polubiłeś tę stronę,
wypełnij, proszę, formularz.
Polecane strony
Dodano 2012-12-30 10:21
Michael sierpień-wrzesień 2001

Społeczeństwo kapitalistów.
Stała dywidenda dla każdego obywatela.

Pieniądz i bogactwo

Jeśli nie ma nikogo, kto produkuje lub posiada rzeczywiste bogactwo, dobra, to żadna kwota pieniędzy nie ma najmniejszej wartości.

Ktoś inny znowu jest kompletnie bez pieniędzy, ale posiada obszar ziemi uprawnej, narzędzia do jej uprawy i kilka krów; ten będzie w stanie utrzymać przy życiu siebie i swoją rodzinę.

Ten pierwszy, posiadający 100.000 dolarów, nie może żyć bez innych, wytwarzających dobra niezbędne dla życia. Jest on całkowicie zależny od producentów rzeczywistych dóbr.

Drugi, posiadający farmę, żyć może nawet bez finansisty, nawet jeżeli nikt w kraju nie posiada pieniędzy.

Pieniądz jest liczbą

Ludzie powinni wiedzieć także i to, że pieniądz sam w sobie jest prawie niczym. Wiele wieków temu miał on jeszcze wartość szlachetnego metalu, srebra lub złota, lecz potem stopniowo znaczył coraz mniej.

Kiedyś pieniądz stał się zadrukowanym kawałkiem papieru, później po prostu liczbą zapisywaną w księdze: liczba przenoszona z jednego rachunku na inny, w celu zapłacenia za produkty przemieszczane od sprzedającego do kupującego. Aby wytworzyć pieniądze z metalu, trzeba było znaleźć pokłady szlachetnego kruszcu głęboko pod ziemia, a potem wiele zapłacić za ich oczyszczenie. W przypadku pieniędzy papierowych proces był łatwiejszy i szybszy, niemniej musiały być one drukowane z użyciem specjalnych metod, aby ustrzec się fałszerstwa. Dla prowadzenia współczesnego rachunku bankowego potrzebne jest tylko pióro i kropla atramentu, [a ostatnio klawiatura i pamięć komputera.]

Gdy w 1939 roku wybuchła II wojna światowa, po dziesięciu latach depresji i braku pieniędzy, kraje biorące w niej udział nie wysyłały już nikogo do kopalń złota ani srebra, zaczęły natomiast zatrudniać coraz więcej ludzi w swoich armiach i w fabrykach amunicji. Było to finansowane przy użyciu kropli atramentu i pióra bankiera; zauważcie, że nie przez pióro rejestrujące oszczędności deponowane w banku, ponieważ nikt nie był w stanie finansować choćby jednego dnia wojny przy pomocy oszczędności, które zniknęły już dawno podczas dziesięcioletniego okresu depresji. Potrzebne były nowe pieniądze i właśnie nowe pieniądze były kreowane jako liczby na zamówienie w miarę postępu wojny, która wymagała coraz więcej pieniędzy na mobilizacje ludzi i rzeczy.

To dobrze, że współczesny pieniądz jest tylko liczbą i że większość ludzi ma do niego takie zaufanie jak do złota, które już wyszło z obiegu. To wzajemne zaufanie jest przejawem cywilizacji, która nie mogłaby rozwijać się w państwie, w którym panowałaby anarchia i gdzie grabież konkurowałaby z rzetelną pracą i produkcją dóbr.

Dokładne księgowanie

Księgowany pieniądz pozwala także na finansowanie produkcji, nawet w jej gwałtownym rozwoju. Szybka i zakrojona na ogromną skalę modernizacja produkcji, wymagająca błyskawicznej mobilizacji materiałów i nowych źródeł energii, nie mogłaby nigdy być sfinansowana tak sprawnie jak obecnie, gdyby trzeba było czekać na odkrycie i wydobycie pokładów złota lub srebra.

Ponadto, taki sposób finansowania, będący właściwie księgowaniem, dokładnie odzwierciedla przepływ dóbr, produkowanych i konsumowanych - oczywiście przy założeniu, że jest to rzetelne, a nie fałszywe księgowanie, jak to często ma miejsce dziś, gdy księgują ci, którzy rozporządzają kredytem w naszym kraju.

Księgowanie to ma być czymś w rodzaju finansowej fotografii rzeczywistości, zdolności produkcyjnej kraju; rejestracja przepływu produkcji i konsumpcji dóbr. Zatem nie mogłoby już być ani inflacji ani deflacji, tylko równowaga.

Byłby to elastyczny, prosty i zdrowy system finansowy, bez problemów i zmartwień. Łatwiej jest zrobić fotograficzne zdjęcie budynku, niż go zbudować. Podobnie łatwiej jest oszacować, sfotografować finansowo stan zasobów dóbr, niż te wszystkie dobra wytworzyć.

Święta krowa

W systemie kontroli kredytu stosowanym obecnie, producenci są podporządkowani fotografowi; jeśli zechce on zmniejszyć dopływ kredytu, produkcja jest ograniczana. Fotograf finansowy preparuje więc sfałszowaną fotografię, a produkcja dóbr i zaspokajanie potrzeb muszą funkcjonować zgodnie z tym fałszywym obrazem. Na tym właśnie polega podstawowa wada naszego ekonomicznego i społecznego organizmu. A politycy, zarówno ze strony lewej jak i z prawej, z uporem nie podejmują prób usunięcia tej wady, a nawet w ogóle o niej nie mówią. Finanse są świętą krową systemu. Mogą wymierzać ludności kary (poprzez "zalecanie" surowych ograniczeń, np. konsumpcji), ale jest bezwzględnie zabronione dotykanie świętej krowy, sfałszowanej finansowej fotografii, wykonanej przez kontrolerów narodowego kredytu finansowego, którzy nie reprezentują ani rządu, ani producentów dóbr, a których fotografie ukazują dobrą koniunkturę w czasie wojen, a depresję w okresach pokoju.

Czy nie jest to przerażająca herezja ekonomiczna, a wobec stróżów dobra publicznego, czy nie oznacza to straszliwej degradacji ich zaszczytnej funkcji? Wyrażenia "sprawiedliwość społeczna" albo nawet "społeczna doktryna Kościoła" nie mają sensu jak długo ta święta krowa, jej berło i dekrety, są respektowane.

Ta finansowa herezja, fałszywy obraz, mógłby być skorygowany przez zastosowanie propozycji Kredytu Społecznego, wysuniętych przez Clifforda Hugh Douglasa w roku 1917. Gdyby zostały one przyjęte w tym czasie, świat nie doświadczyłby ani finansowej rozpusty lat 1926-29, ani depresji w latach 1930-39, ani wzrostu sił dyktatorskich werbujących masy robotników, będących bez pracy z powodu szaleństwa kontrolerów kredytu, ani też wreszcie świat nie doświadczyłby drugiej wojny światowej i wielu milionów jej śmiertelnych ofiar, ani powojennej ekspansji komunizmu na połowie ziemskiego globu, ani kolejnych cyklów inflacji i ograniczeń kredytu, wypracowywanych przez fałszywych fotografów finansowych.

Niestety, ta ekonomiczna herezja zatruła umysły ludzi ze wszystkich warstw społecznych. Pieniądz stał się jedynym motywem i głównym celem każdego przedsięwzięcia dla wszystkich niemal – od prostego robotnika począwszy do przemysłowego magnata, od farmera pracującego w pocie czoła do milionera podróżującego dookoła świata, od obywatela bez żadnego dochodu do członka parlamentu, któremu wydaje się, że jego roczna gaża w wysokości 70.000 dolarów jest za niska, od nieuka do profesora akademickiego - wszyscy oni zginają się w pas przed świętą krową.

Zwracam się do wszystkich tych z was, którzy kierują się w życiu sprawiedliwością, nie pytajcie się teraz, jak byłoby możliwe skuteczne finansowanie produkcji i konsumpcji, kiedy kredyt finansowy – dzisiejsze pieniądze – jest niczym innym jak zwykłą księgowością. Po prostu wystarczy tylko żądać, aby to księgowanie było rzetelne. Dyrektor przedsiębiorstwa ani przez tydzień nie mógłby tolerować fałszerskiego księgowania. Jakim prawem państwo ma akceptować odpowiedzialnych za takie księgowanie, które podwaja ceny, gdy produkcja jest dwukrotnie tańsza, albo które pozwala na wytwarzanie chleba w nadmiarze, gdy dwie trzecie wszystkich potencjalnych producentów jest zatrudnionych, aby zabijać lub wytwarzać bomby, podczas gdy to samo księgowanie drastycznie ogranicza ilość chleba, gdy są setki tysięcy bezrobotnych, gotowych do produkowania?

Kapitał

A teraz uprzedzę wasze drugie pytanie, o ludzie prawi. Jak ci, którzy nie inwestowali nic w produkcje mogą otrzymywać dywidendę?

Odpowiedz: Mogą dostawać dywidendę, dlatego że wszyscy są rzeczywistymi kapitalistami, a także dlatego że najważniejszym czynnikiem w produkcji jest rzeczywisty kapitał, który należy do wszystkich.

Jednakże tutaj trzeba zacząć myśleć w kategoriach rzeczywistych dóbr, a nie w kategoriach pieniędzy, które są tylko przecież jednostkami miary wartości rzeczywistych bogactw. Trzeba rozważać co jest produkowane, a nie jedynie co jest użyte do pomiaru wartości produkowanego dobra, szczególnie gdy jednostka miary nie mierzy prawidłowo.

Jest fałszywe i krótkowzroczne uważać za kapitał jedynie pieniądze, czyli kredyt finansowy. Również fałszywe jest założenie, że pracodawcy, pracownicy i gracze finansowi są jedynymi autorami produkcji i że oni jedynie mogą rościć pretensje do produktów.

Jest nieprawdziwe twierdzenie, że nic nie może być produkowane, jeśli nie ma pieniędzy na finansowanie tego, ponieważ gdyby tak było istotnie, to Adam nie mógłby wytworzyć niczego z powodu braku pieniędzy. A to są brednie. Adam był obdarowany ogromnym rzeczywistym kapitałem: cala ziemia, z urodzajną glebą, lasami, rzekami, etc.

Rozważmy inny przykład. Tom Brown, farmer, posiada kawałek ziemi. Jest właścicielem domu dla swej rodziny, obory dla krów, narzędzi do uprawy ziemi, a nawet traktora; posiada także winnice i pola uprawne.

Nawet jeśli nie ma on wcale pieniędzy, jest przecież kapitalistą, gdyż posiada rzeczywisty kapitał, który może eksploatować i osiągać rzeczywisty dochód, różne produkty rolne mogące zaspokajać liczne potrzeby życiowe.

Pan Brown może również dokonywać operacji kapitałowych. Z jednego ze swych pól zebrał ostatnio 100 buszli ziemniaków. Zdecydował się "zaoszczędzić", zachować 10 buszli na następne sadzenie, używając pozostałych 90 buszli na potrzeby rodziny i na zamówienia z zewnątrz. 90 buszli stanowi dobra przeznaczone dla konsumentów; dziesięć zaoszczędzonych zostało przekształcone w dobra kapitałowe. Te ziemniaki przeznaczone na sadzonki są realną inwestycją, która przyniesie realny profit.

Pan Brown jest bez wątpienia uprawniony do otrzymywania dywidendy od swego kapitału, którym jest realna produkcja dostarczona przez jego realny kapitał.

Realny kapitał społeczny

Rozpatrzmy teraz inny przykład kapitału realnego, który jest bardziej społeczny ze swej natury. W tym przypadku będą to zasoby naturalne kraju - jego lasy, rzeki, wodospady, pokłady ropy naftowej, złoża mineralne, itp. Te zasoby nie są rezultatem pracy ludzkiej: ich eksploatacja tak, ale nie ich istnienie; jest też oczywiste, że gdyby te skarby nie istniały, nie mogłyby być eksploatowane. Te naturalne bogactwa są dane od Boga. Są naturalnym, ale i społecznym kapitałem, który należy do każdego obywatela kraju.

Eksploatacja zasobów naturalnych byłaby lepiej prowadzona przez prywatne przedsiębiorstwo, i ogólniej, byłaby bardziej wydajna, niż gdyby to robiło przedsiębiorstwo państwowe. Przedsiębiorca jest uprawniony do uzyskiwania profitu z eksploatacji. Niemniej eksploatowany jest tu kapitał społeczny, a zatem właściciele tego kapitału muszą także otrzymywać z jego eksploatacji pewien profit. Profit z kapitału jest nazywany dywidendą. Ponieważ rozpatrywany kapitał jest społeczny, należący do wszystkich obywateli, a nie do jakiejś wybranej grupy osób, zatem każdy obywatel ma otrzymywać cześć profitu z eksploatacji tego kapitału, zgodnie z zasadami określonymi przez prawo.

Realne dziedzictwo

Innym społecznym kapitałem o wielkim znaczeniu dzisiaj, wobec ogromnych mocy produkcyjnych, jest dziedzictwo postępu technicznego, wynalazków osiągniętych przez poprzednie generacje, odkryć nowych źródeł energii, nowych technologii, etc., nagromadzonych i przekazanych następnym pokoleniom.

Aby dostrzec znaczenie i rosnącą ważność tego dziedzictwa, trzeba porównać obecne tempo produkcji z tym sprzed wieków. Praca była wtedy wykonywana głównie ręcznie, z pomocą oswojonych zwierząt. Potem zaczęto projektować maszyny przemysłowe, ale były one napędzane tylko ręcznie albo siła zwierząt, albo przez turbiny wodne i wiatraki. Wraz z odkryciem i opanowaniem technologii nowych źródeł energii i z ich coraz powszechniejszym użyciem - gorącej pary wodnej, elektryczności, ropy naftowej, rozszczepienia jadra atomowego; wraz z rozwojem mechanizacji, motoryzacji, wzrostem stopnia automatyzacji zakładów przemysłowych, ilość produkcji na jedną roboczogodzinę wzrosła kilka razy, a w niektórych przypadkach setki razy w stosunku do produkcji sprzed trzech stuleci. Całkowita wielkość produkcji stopniowo wzrasta, wraz ze zmniejszającym się tygodniem pracy z 70 i 60 do 40 godzin, wraz z malejącym procentem zatrudnionych w danej populacji i z wcześniejszym odejściem pracowników na emeryturę.

Ten postęp trwa nadal obecnie, a nasze pokolenie przekaże go następnemu. Lecz to wszystko, co otrzymaliśmy od poprzednich generacji jest niezwykle cenne, a my, generacja dzisiejsza, jesteśmy wszyscy spadkobiercami tego postępu, każdy w tym samym stopniu.

Współczesna produkcja zawdzięcza bardzo wiele temu społecznemu dziedzictwu. Ci spośród nas spadkobierców, którzy osobiście uczestniczą w procesie produkcyjnym i przez to rozwijają to dziedzictwo, zasługują oczywiście na specjalną nagrodę za swój wysiłek. Jednakże dziedziczący, wszyscy bez wyjątku członkowie społeczności – zarówno zatrudnieni jak i niezatrudnieni – są w równym stopniu uprawnieni do udziału w zysku pochodzącym z używania tego dziedzictwa postępu, które ma znacznie większy wpływ na sukcesy produkcji, niż wysiłek pracowników albo pieniądze inwestorów.

Dywidenda dla każdego

Prawo do spadku dla wszystkich współdziedziców może być wyegzekwowane przez stałą, wypłacaną okresowo dywidendę dla każdego obywatela - niezależnie od statusu zatrudnienia. Skoro coraz mniej ludzi potrzeba do utrzymania tego samego poziomu produkcji, dowodzi to, że postęp techniczny ma coraz większy wpływ na wielkość produkcji, a więc wpływ pracy ludzkiej jest coraz mniejszy. Ten mechanizm rzeczywistości powinien mieć swe odzwierciedlenie w systemie finansowym, poprzez zwiększanie w całkowitej sile nabywczej udziału pochodzącego z dywidend dla każdego i zmniejszanie się części pochodzącej z płac z tytułu zatrudnienia.

Można sobie wyobrazić sytuacje, że system produkcji będzie w 100 procentach zautomatyzowany i w konsekwencji praca ludzka zostanie z niego zupełnie wyeliminowana. W jaki więc sposób produkty wykonane całkowicie przez maszynę mogłyby zostać rozdysponowane między ludzi, jeśli nie za pomocą dywidend, gdyż nie byłoby przecież już nikogo, kto otrzymywałby wynagrodzenie za pracę? Chociaż osiągnięcie tego krańcowego punktu jest nieprawdopodobne, to jednak praktycznie stale zbliżamy się do niego, a zatem system finansowy powinien to wiernie wyrażać, jeśli ma odzwierciedlać rzeczywistość. Takie właśnie rozumowanie dopomogło C. H. Douglasowi skonstruować swoją propozycję, wyrażona w inżynierskich terminach:
Dystrybucja pieniędzy wśród członków społeczności winna w coraz mniejszym stopniu zależeć od zatrudnienia. Dywidenda powinna więc stopniowo zastępować płace.

Zatem system finansowy, aby działać w zgodzie z rzeczywistością, musi wyjść poza ekonomię wynagrodzeń za pracę. Status pracownika pobierającego wynagrodzenie powinien być stopniowo zastępowany przez status kapitalisty. To przeobrażenie systemu można by zapoczątkować bezzwłocznie, opierając się na już istniejącym postępie, przez wprowadzenie dywidend dla wszystkich obywateli, co nadałoby każdemu z nich status społecznego spadkobiercy i status społecznego kapitalisty. Każdy obywatel zostałby kapitalistą, otrzymującym okresowo dywidendę, dawaną przez społeczeństwo i to nie w formie wynagrodzenia z tytułu pracy, a więc nie jako składnik kosztu produkcji.

Ludzie sprawiedliwi, to jest wizja, którą powinniście przeciwstawić fałszywym i krótkowzrocznym argumentom socjalistów, z ich ekonomią pracy wymuszonej dla każdego, produkcją dla produkcji i racjonowaną dystrybucją.

Jest to także propozycja, którą powinniście promować, przez zaprzestanie akceptowania świętej krowy (obecnego wypaczonego systemu finansowego), przez żądanie naprawy istniejącego systemu i wprowadzenie propozycji Kredytu Społecznego, który oczekuje na wasze zainteresowanie, poparcie i działanie już 84 lata.

Społeczna i chrześcijańska wizja

Idea Kredytu Społecznego nie ogranicza się tylko do społecznej wizji dystrybucji dóbr. Dotyczy ona całości życia ekonomicznego i naszego sposobu na życie, który mógłby być zmieniony na lepsze.

Co najmniej trzy czwarte obecnej działalności ekonomicznej stanowią nic nie znaczące i pasożytnicze zajęcia, przynoszące marnotrawstwo w stopniu alarmującym. Obecny system finansowy ("święta krowa") przymusza ludzi do wykonywania tych zajęć, ale gdyby był on skorygowany przez Kredyt Społeczny, uwolniłby ich od tego. Napór ludności ze wsi do miast, gdzie jest się upakowanym jak sardynki w puszce, zostałby zatrzymany. Monstrualnie olbrzymie fabryki, w których tysiące pracowników po wejściu do zakładu musi zostawiać swoją indywidualność za bramą, przestałyby istnieć, zastąpione przez zakłady o rozmiarach w bardziej ludzkiej skali. Masy ludzi kompetentnych, podporządkowanych niekompetentnym osobom, które dominują, gdyż maja wysokie konta w banku, byłyby uwolnione z pęt podporządkowujących ich świętej krowie. Każdy z nich mógłby zostać przecież przedsiębiorca na swój własny rachunek, swoim szefem, albo kilku z nich mogłoby łączyć się w grupy stosownie do swych umiejętności, aby tworzyć przynoszące zysk przedsiębiorstwa, oczywiście, ale co równie ważne, a może ważniejsze, aby mieć radość i satysfakcje z dostarczania dobrych produktów społeczeństwu. Jak to wyraził C.H. Douglas, tworzyliby oni arystokrację producentów w służbie dla demokracji konsumentów.

Trzeba przywrócić poczucie ważności prywatnych przedsiębiorstw, inicjatywy osobistej, osobistej odpowiedzialności i arystokracji służącej innym, czego poważnie brakuje w dzisiejszym świecie, gdzie dominacja pieniądza nakłada kaganiec na rozum i kompetencje.

Podobnie w miarę postępu i dzięki powiązaniu dystrybucji dóbr z ich rzeczywista podażą, a nie jak dotychczas z zatrudnieniem, ludzie nauczyliby się odkrywać rodzaje aktywności inne, niż po prostu zatrudnienie się dla płacy; będąc mniej obciążeni kłopotami materialnymi, mogliby poświęcić się formom działalności innym, niż pogoń za pieniędzmi. Po pewnym okresie zbierania takich doświadczeń, społeczeństwo mogłoby stopniowo przechodzić z cywilizacji produkcji do cywilizacji wzajemnej współpracy i pomocy, cywilizacji kultury, sztuki, i, powiedzmy to otwarcie, cywilizacji duchowości i podniesienia rangi duszy. Jeden ze współczesnych chrześcijańskich filozofów tomistycznych użył tu wyrażenia "cywilizacja kontemplacji". Taka cywilizacja byłaby możliwa przynajmniej dla tych, którzy jej pragną, ponieważ nie byliby już zniewalani koniecznością wykonywania pracy dla zarobku.

Douglas wyraził to kiedyś podobnie pisząc, że to co próbował wprowadzić, jest przecież tylko zwykłą modyfikacją w dziedzinie ekonomii, a jednak pozwoliłoby ludzkości wkroczyć w nową cywilizacje, w której funkcje ekonomiczne wyzwoliłyby nowe formy aktywności człowieka, ale bardziej szlachetne, w cywilizacje możliwości, które zostałyby dane wyzwolonemu człowiekowi i które niekiedy trudno sobie teraz nawet wyobrazić.

I jeszcze ostatnia refleksja przed końcowym wnioskiem. Jeśli w krajach o wielkim bogactwie są ludzie nie posiadający niczego, to dlatego, że obecny system dystrybucji dóbr traktuje ich jak ludzi wydziedziczonych, którzy nie są uprawnieni do korzystania z dobrobytu ich macierzystego kraju. Rozdzielać produkcję tylko miedzy tych, którzy są zatrudnieni oznacza, że społeczna dywidenda dla tych, którzy nie są zatrudnieni została pochłonięta przez place i zyski. Nawet jeśli jakaś część tych płac i zysków jest ponownie rozdzielona pomiędzy nie posiadających za pośrednictwem podatków (w formie zapomóg i innych programów socjalnych), to przecież nie przywraca to praw nie posiadającym, ponieważ pozostają oni nadal wydziedziczeni. Otrzymują oni pomoc, ale nie daje ona im tego poczucia godności, jak to ma miejsce w przypadku dywidend wypłacanych kapitalistom, uprawnionym do ich otrzymywania.

Sprawiedliwi ludzie z pustymi rekami, rozważania te powinny ożywić nowe wizje i zainspirować was do działania. Będziecie wtedy mieć więcej niż krępujące milczenie, żeby przeciwstawić się argumentom promotorów socjalizmu i komunizmu. (...)

Nikt nie może zaprzeczyć temu, że kapitalizm pozwala co najmniej wytwarzać dostatek dóbr. Jeśli ich dystrybucja funkcjonuje nieprawidłowo, to winien jest tu tylko system finansowy. To właśnie system finansowy musi być zrewidowany, a nie kapitalizm, który ze swej natury musi strzec osobistej inicjatywy, wolnej przedsiębiorczości i własności prywatnej. Co więcej, kapitalizm pieczołowicie chroni wolność osobistą, podczas gdy socjalizm wytwarza tylko braki, co prowadzi do racjonowania dystrybucji dóbr, a to z kolei wiedzie do ograniczania osobistej wolności. (...)

Ludzie sprawiedliwi, zbierzcie więcej informacji, więcej argumentów i nie stójcie z założonymi rekami przed komunizmem czy socjalizmem, których przecież nie chcecie.
Louis Even

Komentarz "Michaela"
Duże nasilenie publicznych dyskusji na temat przyszłości programów socjalnych, takich jak zasiłki dla ubogich (welfare), zasiłki dla bezrobotnych (tych, którzy utracili prace), czy tez emerytury, może wskazywać na pilną potrzebę wprowadzenia w życie zasad Kredytu Społecznego, a w szczególności dywidendy wypłacanej każdemu obywatelowi, co byłoby znacznie bardziej skuteczne, niż wszystkie te programy socjalne. Z powodu braku pieniędzy rządy przeprowadzają coraz więcej redukcji właśnie programów socjalnych, co nieuchronnie poważnie krzywdzi ludzi, szczególnie tych najbiedniejszych. W prowincji Ontario w Kanadzie, premier Harris wprowadził kilka lat temu 22-procentowe ciecie programu opieki społecznej, co zmusiło korzystających z niego do dokonywania wyboru miedzy opłatą za mieszkanie, a kupnem żywności. Rząd federalny Kanady dał do zrozumienia, że nie będzie w stanie w najbliższej przyszłości kontynuować programu emerytur w dotychczasowym wymiarze, z powodu braku funduszy, i że np. prawdopodobnie podwyższony zostanie wiek emerytalny z 65 do 67 lat.

Korzystający z programu opieki społecznej stali się łatwo obiektem redukcji, ponieważ ich świadczenia są wypłacane z podatków tych, którzy pracują. A czasami, zarobkujący, szczególnie ci zarabiający nisko, wykazują nie pozbawione racji niezadowolenie, ponieważ nieraz ludzie pobierający zasiłek maja lepiej niż oni sami, którzy "pracują w pocie czoła", jak mówią o sobie.

Niewątpliwie dywidenda Kredytu Społecznego byłaby rozwiązaniem nieskończenie lepszym, niż obecny system opieki społecznej, który wymaga już teraz mnóstwa rozstrzygnięć kto jest, a kto nie jest uprawniony do korzystania z niego.

W przeciwieństwie do programu opieki społecznej, dywidenda nie byłaby finansowana pieniędzmi pochodzącymi z podatków, ale nowymi pieniędzmi, tworzonymi bez odsetek przez Bank Narodowy. Co więcej, dywidenda byłaby wypłacana każdemu obywatelowi, niezależnie od zatrudnienia. Pracujący nie czuliby się wiec pokrzywdzeni, gdyż otrzymywaliby dywidendę i regularne zarobki. Nie mogliby oni zarzucać niepracującym, że tamci otrzymują niesprawiedliwie przywileje, gdyż i oni sami mieliby te same przywileje, płacone niezależnie od swoich zarobków za pracę.


Ktoś mógłby powiedzieć, że wypłacanie takich dywidend dla każdego skłaniałoby ludzi do lenistwa; pewność, że otrzymuje się gwarantowany roczny dochód mogłaby powodować niechęć do pracy u wielu ludzi. Na to Kredyt Społeczny mógłby odpowiedzieć, że właśnie odwrotnie, z gwarantowaną dywidendą byłoby dostępnych mnóstwo wspaniałych, twórczych zajęć, każdy więc mógłby znaleźć takie zajęcie, które go pociąga i do którego wykonywania ma odpowiednie predyspozycje.

Takie stanowisko jest potwierdzone przez wyniki badań przeprowadzonych przez Kanadyjska Radę Naukową (Science Council of Canada), opublikowane przez Canadian Press 31 lipca 1991 roku:
Obawy, że gwarantowany roczny dochód dla każdej rodziny kanadyjskiej spowodowałby niechęć ludzi do pracy, są bezpodstawne, stwierdzili Derek Hum i Wayne Simpson, dwaj badacze naukowi, którzy podpisali dokument... Rzecznik rządowy zaznaczył, że projekt gwarantowanego dochodu leży obecnie na półce, ale prawdopodobnie wypłynie przy najbliższych wyborach.
Wiemy teraz, że projekt nie wypłynął podczas wyborów w październiku 1993 r., a partia konserwatywna została po prostu wymieciona z parlamentu, spadając ze 157 mandatów do 2!

Jest dość interesujące, że w listopadzie 1985 roku Komisja MacDonalda (utworzona przez premiera Trudeau kilka lat wcześniej) opracowała trzytomowy raport (1100 stron), zalecający trzy zasadnicze zmiany: 1. Wolny rynek z USA (Free-trade); 2. Przesunięcia w ramach polityki podatkowej w kierunku konsumpcji; i 3. Gwarantowany roczny dochód. Rzad federalny premiera Mulroney'ego wprowadził pierwsze dwa zalecenia (przez wprowadzenie the North American Free Trade Agreement /NAFTA/ i the Goods and Services Tax / GST, podatek od kupna artykułów i usług/ ), ale nie zrealizował trzeciego (gwarantowany roczny dochód), który z pewnością zrobiłby dla Kanadyjczyków dużo więcej dobrego, niż dwa pozostałe posunięcia. Czy była to presja finansjery?

Następnie w końcu 1993 roku u steru stanęli liberałowie Jeana Chretiena. Powstało pytanie, czy będą bardziej odważni niż torysi Mulroney'ego? Idea gwarantowanego dochodu rocznego nie była nowa dla partii liberalnej. Felietonista Richard Daigneault pisał w dzienniku Quebeck City "Le Soleil" dnia 4 stycznia 1985 roku:
Część liberałów wierzy, że gwarantowany roczny dochód — minimalny dochód przysługujący każdemu obywatelowi — jest systemem jutra. Według opinii Armanda Bannistera, przewodniczącego Komisji Reform partii liberalnej w Kanadzie, problem bezrobocia nie może być na dalszą metę rozważany w świetle przeszłości, z punktu widzenia lat trzydziestych. Rozwój współczesnej technologii na wszystkich szczeblach produkcji i działalności handlowej będzie nieuchronnie zwiększał bezrobocie. Czy możemy nadal wymagać, aby każdy obywatel, każdy mężczyzna i każda kobieta, był uprawniony do posiadania płatnej posady? Pan Bannister twierdzi, że jest to nadzieja niemożliwa do zrealizowania w kontekście postępu technologicznego.

W 1982 roku, John Farina, profesor na wydziale nauk społecznych Uniwersytetu im. Wilfrida Lauriera w Waterloo w prowincji Ontario, stwierdził:
Człowiek wynalazł maszyny, aby ludzie nie musieli pracować i dzięki temu osiągnęliśmy sytuację, gdzie mamy półtora miliona bezrobotnych. Ale zamiast się z tego cieszyć, wpadamy w rozpacz. Jest to dla mnie po prostu wywołujący wściekłość idiotyzm.

W czerwcu 1990 roku, Paul Martin, który później kandydował na stanowisko przywódcy partii liberalnej w Kanadzie, obiecał, że gdyby został premierem rządu, przyspieszyłby wprowadzenie systemu gwarantowanego dochodu rocznego dla każdego obywatela. Oto Jean Chretien pod koniec 1993 roku został wybrany liderem partii liberalnej i premierem, a Paul Martin został ministrem finansów.

Aby rząd Chretiena wprowadził gwarantowany dochód dla obywateli Kanady, zamiast ślepo wykonywać rozkazy Międzynarodowego Funduszu Walutowego, czytelnicy "Michaela" powinni nie ustawać w swej apostolskiej pracy i wytrwale edukować ludzi (roznosząc nasze ulotki i zachęcając do prenumeraty naszego czasopisma), wtedy bowiem presja ze strony ludności na decyzje rządu byłaby większa niż naciski finansjery.

Jest to jedyna skuteczna metoda na osiągnięcie zmiany w tym kierunku. Kiedyś na przykład (w 1994 roku) ówczesny minister finansów Martin zaatakował banki, mając poparcie ludności i odpowiadając na przejawy społecznego niezadowolenia. To społeczne poparcie sprowokowało także innego ministra rządu liberalnego, Roya MacLarena, do wypowiedzenia negatywnej opinii o bankierach.
Kim są te dranie, aby wymądrzać się, jak trzeba kierować państwem, gdy sami ogołacają je z pieniędzy jak się tylko da.

Czytelnicy Michaela, nie odstępujmy od naszej misji; kontynuujmy rozprzestrzenianie prenumeraty Michaela, żeby uczynić ideę Kredytu Społecznego powszechnie znaną i zwiększyć poparcie społeczne, a rząd być może wkrótce odeśle bankierów na dobre i zarządzi dywidendę dla każdego obywatela. Nie ma innej drogi jak Kredyt Społeczny, wiec zespólmy nasze wysiłki dla osiągnięcia zwycięstwa; wszystkie inne działania to po prostu strata czasu i energii.
Alain Pilote
Zauważyłeś/aś literówkę lub błąd ortograficzny? Powiadom o tym...

0 komentarzy | skomentuj
Skomentuj
Treść
Podpis
Antybotsiedem dodać zero = (liczba/cyfra)