Statystyki
Uaktualnienie: 14 dni temu
Jeżeli polubiłeś tę stronę,
wypełnij, proszę, formularz.
Polecane strony
Dodano 2013-03-27 18:25
Michael styczeń-luty 2003

Bezrobocie, co to jest?

Rzeczywiste przyczyny bezrobocia
Louis Even
Louis Even

Źródło ubóstwa

Słowo “bezrobocie” znaczyło kiedyś odpoczy­nek. Był to czas odprężenia po ciężkiej fizycznej pracy, czas przeznaczony nie na przymusowe i wyczerpujące siły zajęcia, ale raczej na działania uaktywniające intelekt i rozwijające ducha. W cza­sie świąt kościelnych albo państwowych lub w nie­dziele – byliśmy „bezrobotni”.

Dzisiaj słowo „bezrobotny” wywołuje zupełnie inne skojarzenia. Dziś dla większości oznacza to ciężką próbę życiową, biedę będącą konsekwencją utraty zarobków, jedynego źródła utrzymania. W dzisiejszych czasach bezrobocie, zamiast dawać człowiekowi okazję do rozwoju kulturalnego i du­chowego, wystawia go tylko na pastwę zmartwień, trwogi i cierpienia.

Dzieje się tak dlatego, że obecnie już nie ko­rzystamy bezpośrednio z owoców pracy naszych rąk, ale z dóbr, które kupujemy od innych za pie­niądze. Lecz pieniądze te możemy zdobyć tylko będąc zatrudnionym. Ponieważ większość pra­cowników nie ma innych środków produkcji jak własne ręce i jakieś umiejętności, które kiedyś zdobyli, mogą oni szukać zatrudnienia tylko w służbie dla innych, głównie w zakładach przemy­słowych i handlowych. Jeśli takiego zatrudnienia nie mają albo je tracą, zostają bezrobotnymi, a ich płace, niezbędne przecież do życia, przestają być wypłacane.

Nawet mając ubezpieczenie na wypadek utraty pracy nie jesteśmy w stanie uniknąć tych miażdżą­cych nas i nasze rodziny kleszczy w sytuacji utraty pracy. W przypadku wypłaty zasiłku z tytułu ubez­pieczenia dochód drastycznie się zmniejsza, a przecież potrzeby bezrobotnego i jego rodziny wcale nie uległy zmniejszeniu. Dlatego też bezro­botny żywiciel rodziny przeżywa często okresy strachu i tortur psychicznych. A gdy wypłata za­siłku się kończy, oznacza to katastrofę dla całej rodziny.

Najbardziej nieludzkim przepisem w tym sys­temie ubezpieczenia jest to, że pomoc ta defini­tywnie się kończy wtedy, gdy bezrobotny, wyczer­pawszy wszystkie swe szczupłe zasoby, potrze­buje pomocy właśnie najbardziej. To tak jakby żą­dać ścisłego postu nie od kogoś zdrowego i dobrze odżywionego, ale od człowieka osłabionego długim okresem niedożywienia.

Jest także nieludzkie odmawiać zasiłku bezro­botnemu z powodu niewystarczającej ilości „pie­czątek” tzn. gdy bezrobotny nie miał szczęścia przepracować odpowiedniej liczby tygodni, zanim został zwolniony z pracy. Im mniej mógł zarobić, tym bardziej zamyka się przed nim drzwi. Ci bar­dziej pechowi są gorzej traktowani.

Chybione zarzuty

Nie jest chyba dziwne, że w systemie, w któ­rym aspekt finansowy jest ważniejszy niż aspekt ludzki, będziemy szukać winnego w sytuacji, gdy bezrobocie podnosi swą szpetną głowę. Ale po­winniśmy być tu ostrożni, bo łatwo skierować za­rzut w niewłaściwym kierunku, a kompletnie nie dostrzec właściwego celu.

Na przykład wiele osób odpowiedzialnością za bezrobocie obciąża przemysł i prywatne przedsię­biorstwa, ponieważ nie zapewniają one pracy każ­demu. Jest to ulubiona praktyka propagujących nacjonalizację (upaństwowienie) produkcji tzn. ustanowienie państwa właścicielem i zarządcą wszystkich środków produkcji (państwowy socja­lizm).

Wysuwanie takich oskarżeń wobec przedsię­biorstw ujawnia lekceważenie i zupełny brak wie­dzy na temat rzeczywistej roli i znaczenia przemy­słu.

Otwarcie nowego zakładu przemysłowego w regionie jest witane zawsze z ogromną radością. „Zapewni to ludziom dużo nowych miejsc pacy”, usłyszysz. W rzeczywistości, to nie miejsca pracy interesują ludzi, ale raczej koperty z wypłatą, któ­rych te miejsca dostarczają. Nie jest trudno zna­leźć pracę bez płacy; każdy z odrobiną inteligencji może zawsze znaleźć mnóstwo prac i mieć za­pewnione zajęcie, jeśli tylko pieniądze nie mają dla niego znaczenia.

Jeśli traktujemy przemysł jako dostarczyciela pracy i płacy i nic ponadto, to w dalszym ciągu my­limy się. Celem przemysłu nie jest dostarczanie zatrudnienia, ale produkowanie dóbr. Ogólniej, istotnym celem całego systemu ekonomicznego jest produkowanie i dostarczanie dóbr i usług dla zaspokajania potrzeb ludzi i dokonywanie tego szybko i sprawnie, przy minimalnym wydatku energii.

Doskonały system ekonomiczny powinien za­spokajać wszystkie materialne potrzeby ludzkie, zaopatrywać ludzi we wszystkie materialne dobra, bez wymagania jakiejkolwiek fizycznej pracy ze strony człowieka. Zatem człowiek mógłby poświę­cić się całkowicie działalności i zajęciom innym niż czysto ekonomiczne, które przecież z pewnością nie wypełniają całego zakresu jego działalności.

Zastanówmy się teraz jak ta zasada powinna funkcjonować w przemyśle. Jeżeli przemysł po­trzebuje ludzkich rąk, to dlatego tylko, by wytwa­rzać produkty. Ale w nieustannym procesie udo­skonalania metod produkcji, przemysł powinien co­raz sprawniej służyć społeczeństwu, a więc wyma­gać coraz mniej czasu i energii ze strony osób uczestniczących w procesie wytwarzania dóbr materialnych i usług. Każde rozumowanie zaprze­czające takiemu wnioskowi jest po prostu nielo­giczne. Nie ma takiego rzemieślnika ani gospodyni domowej, którzy wykonując wprawdzie swe zada­nia rzetelnie, nie dokładaliby przy tym wszelkich starań, aby wykonać je w możliwie najkrótszym czasie i przy możliwie najmniejszym wydatku energii. Dlaczego przemysł miałby funkcjonować inaczej?

Przypisywanie tak wielkiego znaczenia zatrud­nieniu nie jest spowodowane względami logicz­nymi. Powodem jest raczej to, że zatrudnienie stało się jedynym sposobem zdobywania środków do życia. Dzieje się tak dlatego, że środki dystry­bucji produktów nie zostały właściwie dostosowane do rytmu postępu technologicznego.

Co by się stało, gdyby zautomatyzowanie w przemyśle osiągnęło swą pełnię, a więc wyelimi­nowało zupełnie, lub prawie zupełnie, potrzebę pracy ludzkich rąk? Czy zaniechalibyśmy wtedy dystrybucji dóbr, po­nieważ są one produ­kowane automatycz­nie? Nie ma żadnej wątpliwości, że mu­simy wynaleźć środki, różniące się od ist­nieją­cych obecnie i pozwala­jące na roz­dzielanie owo­ców produkcji w taki spo­sób, aby zaspokajać po­trzeby społeczeń­stwa.

Ale dlaczego mie­liby­śmy czekać z wprowa­dzeniem no­wego systemu aż do czasu, gdy zauto­ma­tyzowanie osiągnie swój maksymalny po­ziom. Dlaczego nie rozpocząć tego teraz, wprowadzając początki naszego nowego systemu jako uzupełnie­nie istniejącego, a na­stępnie wpro­wadzać go coraz pełniej, w miarę jak po­stęp tech­niczny stale zmniejsza potrzebę ludzkiej fizycznej pracy? Nowa metoda – Kredytowcy Społeczni na­zywają ją dywidendą – jest wynagro­dzeniem z ty­tułu postępu, a nie z tytułu pracy. Jest to wynagro­dzenie, które przysługuje każdemu, bo postęp jest wspólnym dobrem, czymś należącym do każdego; jest to dziedzictwo przekazywane z pokolenia na pokolenie jako spadek przysługujący wszystkim. W nowym systemie bezrobocie odzy­skałoby swoje pierwotne znaczenie jako czas wy­tchnienia, który można poświęcić zajęciom ulubio­nym, wybranym spontanicznie, zajęciom na pewno bardziej pro­duktywnym i bardziej szlachetnym niż obowiąz­kowa, niewolnicza praca. Poza tym takie bezrobo­cie już nie powodowałoby utraty dochodu, a więc nie nękałoby już bezrobotnego koszmarami sen­nymi, co ma miejsce przy panującym systemie.

Wszystko co powiedziano wyżej dowodzi, że jest absurdem oskarżanie prywatnych przedsię­biorstw o to, że nie dostarczają zatrudnienia dla wszystkich. Można obwiniać te przedsiębiorstwa tylko wówczas, gdy nie produkują dóbr i usług, któ­rych potrzebują ludzie.

Kto rzeczywiście powinien być oskarżony

Przy założeniu, że jest nam znane jak dosto­sować postęp techniczny do wymogów sprawnej dystrybucji, jest zupełnie logiczne, a także poży­teczne, iż ten postęp odbiera ludziom pracę i tym samym uwalnia ich od trudu przy produkcji.

Jednakże w tak młodym kraju jak Kanada, bę­dącym stale jeszcze w fazie intensywnego roz­woju, bezrobocie jest czystym nonsensem gdy rozważymy mnóstwo potrzeb czekających na za­spokojenie, głównie w dziedzinie dóbr trwałych, ta­kich jak na przykład domy dla rodzin, inwestycje związane ze wzrostem obszarów miejskich, tak bardzo potrzebne dziś z powodu wzrostu liczby ludności w miastach, szpitale, budowa i naprawa dróg, budowa mostów, itp.

Z powodu naszych wielorakich potrzeb, istnieje ogrom przedsięwzięć pilnie domagających się re­alizacji. I nie trzeba być ekonomistą aby wiedzieć, że zawsze można znaleźć każdą potrzebną liczbę rąk gotowych do pracy i każdą liczbę dostawców czekających z natychmiastową dostawą takich materiałów, jakie są potrzebne do wykonania tych przedsięwzięć.

Chyba każdy wie także, co uniemożliwia reali­zację tych projektów. Na przykład przedsiębiorca budowlany nie może zwlekać z zapłatą dla pra­cowników i za materiały potrzebne do budowy do momentu, aż dom zostanie sprzedany. Nie może on sprzedać domu przed jego wybudowaniem; ale przecież musi on płacić za budowanie domu w czasie, gdy dom jest właśnie w trakcie budowy. In­nymi słowy, aby móc budować dom, musi on za­wczasu dysponować kredytem finansowym. Gdy otrzymuje on taki kredyt, może organizować bu­dowę, a jego rodzina ma środki do życia. Gdy kre­dytu nie może uzyskać, nie może prowadzić bu­dowy; jego pracownicy, a także on sam, stają się bezrobotnymi, a rodziny nie mając domu, muszą wynajmować mieszkanie albo mieszkać w slam­sach.

Z takich właśnie powodów oskarżamy ograni­czenie kredytu o blokowanie działalności przemy­słowej i handlowej oraz o powodowanie bezrobo­cia.

System finansowy jest winny podwójnie. Po pierwsze, jest winny odmowy finansowania produkcji dóbr, które są fizycznie możliwe do wyprodukowania i które mogą zaspokoić rze­czywiste i pilne potrzeby. Po raz drugi jest winny dlatego, że odmawia odpowiedniego fi­nansowania konsumpcji takich dóbr, poprzez odmowę dostarczania społeczeństwu kupują­cych pieniędzy potrzebnych na pokrycie róż­nicy między kosztem cen tych dóbr a siłą na­bywczą społeczeństwa.

To co powiedzieliśmy o przedsięwzięciach budowlanych, powinno dotyczyć także projek­tów zarządów miast, szkół, szpitali, itd.

System finansowy jest winny. Ale każdy rząd zezwalający na taką finansową dyktaturę jest równie winny.

Jeśliby, jak my Społeczni Kredytowcy się tego domagamy, cała nowa produkcja (pry­watna, miejska, prowincjonalna i federalna) była automatycznie finansowana przez emisję nowych kredytów i jeśliby te kredyty były wy­cofywane z obiegu w momencie, gdy produkty zostały skonsumowane i na obszarze, gdzie ta konsumpcja miała miejsce, to nie mielibyśmy powodów, aby stawiać zarzuty rządowi w Otta­wie. Odpowiedzialność za ten system księgo­wania kredytu (nie za decyzje co powinno być produkowane, a co nie powinno) stale spo­czywa na barkach władz w Ottawie.

Ale skoro tylko finanse zostałyby podpo­rządkowane fizycznej rzeczywistości i gdzie­kolwiek jakieś nowe fizyczne realia miałyby się pojawiać, to decyzje o tym co powinno się po­jawiać (być produkowane), a co nie powinno nie mogłyby być pozostawione w gestii władz centralnych. Decyzje te powinny należeć do producentów i konsumentów. Kredyt stałby się oddanym sługą producenta, który z kolei po­słusznie spełniałby życzenia konsumenta, który wreszcie najlepiej ze wszystkich wie, czego sam potrzebuje a czego nie.

Byłaby to prawdziwa demokracja finan­sowa. Zostałby więc wreszcie położony kres fi­nansowemu dyktatorstwu, mnóstwu proble­mów tworzonych przez ten fałszywy system, ubóstwu bezsensownie narzucanemu tak wielu. Byłby to kres położony tym wszystkim warunkom, które zmuszają tak wielu do szuka­nia na próżno pomocy u chimery socjalizmu.

Jedynym rozwiązaniem możliwym do przy­jęcia dla tych, którym leży na sercu godność osoby ludzkiej, jest rozwiązanie prezentowane przez Kredyt Społeczny.

Louis Even
Zauważyłeś/aś literówkę lub błąd ortograficzny? Powiadom o tym...

0 komentarzy | skomentuj
Skomentuj
Treść
Podpis
Antybotosiem + pięć = (liczba/cyfra)