Statystyki
Uaktualnienie: 5 dni temu
Jeżeli polubiłeś tę stronę,
wypełnij, proszę, formularz.
Polecane strony

Finanse zdrowe i skuteczne

W jaki sposób finansować produkcję?

Ale skąd wziąć pieniądze, kredyt finansowy, te „legalne cyfry” dla obsłużenia systemu finansowego odpowiadającego trzem propozycjom Douglasa, które wyłożyliśmy wcześniej?

Kredyty potrzebne do finansowania produkcji i dystrybucji czerpano by ze źródła: z kredytu finansowego kraju, opartego na ogromnym kredycie realnym tego kraju.

Nie wiązałoby się to z żadnymi zmianami ustalonych struktur. Prywatne przedsiębiorstwa pozostałyby przedsiębiorstwami prywatnymi. Nawet banki mogłyby pozostać tym, czym są: przedsiębiorstwami prywatnymi. Kredyt finansowy przepływałby przez nie jak przez kanały w postaci emisji oraz powrotów do źródła.

Banki dysponują strukturami organizacyjnymi i potrzebnym wyposażeniem, siecią dobrze zorganizowanych oddziałów, i posiadają personel kompetentny i przygotowany do wzorowego wykonania tej pracy. Mogłyby one nadal za te usługi otrzymywać odpowiednie wynagrodzenie; zajmować się wypłacaniem zaliczek kredytowych na produkcję; również przeprowadzać operacje księgowe, dotyczące kredytów na konsumpcję (dywidenda i dyskonto wyrównane), i otrzymywać za to sprawiedliwą zapłatę. Ale kredyt, którym by w ten sposób zarządzały, pozostawałby własnością społeczeństwa, a przeprowadzane przez nie operacje powinny mieć na uwadze cel systemu finansowego — przestrzegać tego celu i wyłożonych wcześniej zasad.

Można by opracować rozmaite metody praktycznego zastosowania propozycji Douglasa. Ale najlepszymi z nich są z pewnością takie, które by tego dokonały skutecznie, wprowadzając w możliwie najmniejszym stopniu zmiany w istniejących instytucjach.

Mówicie, że za zaliczki kredytowe na produkcję mogłyby być odpowiedzialne banki na podstawie umów. Czy chcecie przez to powiedzieć, że producenci nadal by się zwracali do banków o sfinansowanie swoich wydatków, w oczekiwaniu na sprzedaż swoich produktów?

Ależ tak. Tego rodzaju służba jest potrzebna i banki są bardzo dobrze zorganizowane, aby temu sprostać.

Zazwyczaj produkcja przechodzi przez wiele kolejnych przekształceń, zanim osiągnie stan gotowego wyrobu. Pierwszy w tym łańcuchu producent może potrzebować zaliczki pieniężnej, kredytu finansowego; i odda swój półfabrykat drugiemu wytwórcy, by natychmiast otrzymać zapłatę, aby wycofać swoje wkłady i spłacić swój dług u bankiera. Ani pierwszy producent, ani jego bankier nie może czekać, aż produkt dojdzie do końca łańcucha, możliwe, że za kilka miesięcy albo nawet kilka lat. Tym bardziej nie może czekać, aż wyrób gotowy zostanie sprzedany i zapłacony przez konsumenta, zanim wycofa swoje wkłady.

Powiedzmy, że proces produkcyjny przechodzi przez trzy kolejne przedsiębiorstwa: A, B, C.

Operacje finansowe można rozumieć w następujący sposób:

Producent A potrzebuje zaliczki kredytowej na pozyskanie surowców, na opłacenie transportu, urzędników, oświetlenia, urządzeń napędowych, na koszty handlowe. Zwraca się do banku przemysłowego i otrzymuje tę zaliczkę kredytową.

Skoro A sprzeda swój półfabrykat producentowi B, zawrze w jego cenie wszystko, co wydał, w tym pieniądz pożyczony, który musi zwrócić do banku. Do tego doda swój zysk (który dla niego stanowi wynagrodzenie). B może potrzebować zaliczki kredytowej na zapłacenie tego wszystkiego producentowi A i być może także na własne koszty manipulacyjne: na transport, na wynagrodzenia, na koszty handlowe itd. On również zwraca się do banku, otrzymuje zaliczkę i płaci producentowi A.

Z pieniędzy otrzymanych od B, A będzie mógł zwrócić swój dług do banku.

Skoro B odda swój półfabrykat producentowi C, również zawrze w jego cenie wszystkie swoje wydatki, w tym własną pożyczkę bankową. C także będzie mógł zwrócić się do banku o pomoc w zapłaceniu rachunku wystawionego mu przez B oraz własnych kosztów manipulacyjnych.

Po zapłaceniu przez C, producent B wywiąże się ze swoich zobowiązań wobec banku.

Będzie podobnie, gdy C odda swój gotowy wyrób hurtownikowi. Hurtownik będzie mógł zrobić to samo, co uczynili kolejni producenci: uzyskać w banku pożyczkę kredytową potrzebną do zapłacenia C.

Bank, ze swoimi księgowymi i ze swoimi urządzeniami, jest doskonale przystosowany do dopilnowania tych operacji, do śledzenia stanu zaliczek kredytowych i spłat. Nawet jeżeli nie wszyscy producenci załatwiają swoje sprawy w tym samym banku, jeden pożyczając na przykład w Banque de Montreal, drugi w Banque Royal, nie stanowi to problemu: banki są tak zorganizowane, żeby mogły w przeciągu dwudziestu czterech godzin załatwić pomiędzy sobą salda debetowe i kredytowe.

Wprowadzenie w życie propozycji Douglasa może bardzo dobrze przystosować się do tego sposobu finansowania: przez zaliczki kredytowe w różnych fazach produkcji, wykorzystując obecny mechanizm bankowy.

Czy banki by te kredyty stwarzały, jak to robią dzisiaj?

Nie. Już to wytłumaczyliśmy: kredyty te przedstawiają pewną zdolność produkcyjną kraju, wynikającą z rozmaitych czynności, z bogactw naturalnych, z zastosowania nauki, z istnienia zorganizowanego społeczeństwa, itp. Te kredyty finansowe mają wartość tylko w oparciu o kredyt realny, w oparciu o zdolność produkcyjną kraju. Kredyt finansowy jest liczbowym wyrazem kredytu realnego, dobra, które z natury jest dobrem społecznym. Kredyt finansowy, będąc u swoich podstaw kredytem społecznym, może być jedynie własnością społeczeństwa.

Aby puścić ten kredyt w obieg, aby powierzyć go ludziom, którzy użyją go do uruchomienia zdolności produkcyjnej kraju oraz aby odprowadzić go do źródła, gdy spełni swoje zadanie, można doskonale wykorzystać istniejącą sieć kanalizacyjną (banków) — mechanizmów bankowych, bynajmniej nie upaństwawiając banków.

Zatem nie potrzeba, aby Bank Centralny ustanawiał nową sieć oddziałów, ani żeby sam badał przypadki ubiegających się o kredyt, ani żeby sam bezpośrednio zajmował się upominaniem się o zwrot kredytu, po jego użyciu. Wszystko to może być zlecone bankom na podstawie umów albo bankom handlowym, kompetentnym w tego rodzaju pracy.

Ale ten kredyt finansowy, pozostaje środkiem społecznym i może pochodzić jedynie z instytucji poświęconej wyłącznie służbie społeczeństwu: z Narodowego (lub Prowincjonalnego) Urzędu Kredytowego albo z Banku Centralnego (upaństwowionego) pełniącego tę funkcję.

Skąd wobec tego banki handlowe czerpałyby kredyty finansowe, żeby pożyczać je na produkcję?

Otrzymywałyby je na żądanie i bez kosztów z samego źródła, powiedzmy z Banku Centralnego. Bez kosztów, to znaczy jedynie z zobowiązaniem się do zwrotu do źródła tej samej sumy, po dokonaniu przez nią obiegu.

Bank Centralny prowadziłby konto rozchodów i przychodów, rozchody zapisując na koncie banku handlowego i tam na dobro zapisując przychody.

W tych powiązaniach rachunkowych między Bankiem Centralnym a bankami handlowymi nie ma nic nowego. W Kanadzie każdy bank handlowy posiada w Banque du Canada konto, na którym codziennie dokonuje się zapisów rozchodów i przychodów.

Lecz czy banki na podstawie umów nadal obciążałyby pożyczających kosztami za udzielone im pożyczki?

Oczywiście. Banki muszą odzyskać swoje wydatki, wypłacić pensje urzędnikom, pokryć ogólne koszty i zrealizować legalne zyski — jak wszystkie prywatne przedsiębiorstwa.

Banki powinny również przewidzieć wypadki, w których pomimo ostrożności, jakie umieją zachować, niektórzy pożyczający nie będą w stanie zwrócić zaciągniętych pożyczek. Bankructwo dłużnika nie zwalniałoby banku pożyczającego z jego zobowiązania wobec Banku Centralnego. Nadal obowiązywałoby go zwrócenie kredytu społecznego do źródła, z którego go otrzymał.

Kredyt Społeczny bynajmniej nie ma na celu stwarzanie ludzi nieodpowiedzialnych. Wręcz przeciwnie. Bank handlowy nadal byłby odpowiedzialny za pożyczki otrzymane z Banku Centralnego. Pożyczkobiorca — jednostka czy wielkie przedsiębiorstwo — byłby nadal odpowiedzialny wobec pożyczającego banku handlowego. Ten ostatni z pewnością domagałby się gwarancji, szczególnie od nowych klientów, albo na pożyczki dla przedsiębiorstw o przypadkowych charakterze.

Obciążenia finansowe, których domaga się bankier za swoje pożyczki, mogłyby nadal nosić miano procentów. Ale wydaje się nam, że czynnik czasowy, okres między zaciągnięciem pożyczki a jej spłatą, powinien być mniej ważny. Czy pożyczka byłaby zaciągnięta na okres sześciu miesięcy, czy na rok, na dwa lub na trzy lata, nie dotyczy to sytuacji finansowej bankiera, gdyż kredyt, który jest w obiegu, jest kredytem społecznym, a nie bankiera. Co więcej, dłuższy okres umożliwia obciążenie rachunku pożyczkobiorcy większą kwotą odsetek.

Ale te obciążenia finansowe, ten procent, oznacza zobowiązanie się pożyczkobiorcy do zwrotu kredytu większego niż ten, który został uwolniony. To samo odnosi się do wszystkich innych pożyczkobiorców. Czy nie tworzy się matematycznej niemożności, podobnej do tej, która dzisiaj się ujawnia?

Nie w systemie finansowym Kredytu Społecznego, ponieważ ten system, przez okresową dywidendę dla wszystkich i przez mechanizm ceny uregulowanej i wyrównanej ustala równowagę między siłą nabywczą a cenami. Otóż wszelkie obciążenia finansowe, w tym procenty, są zawarte w cenach. A więc wszystko to jest do odzyskania dzięki środkom płatniczym zabezpieczonym w ten sposób w rękach ludności.

Czy dodatkowe obciążenia dają się pogodzić z propozycją Douglasa: „Wszelka nowa produkcja powinna być finansowana z nowych kredytów”? Zdawałoby się, że jeżeli trzeba płacić na przykład 5% podatku na finanse na produkcję, dajmy na to 5% dodatkowo z finansów przekazanych producentowi, nowa produkcja nie jest całkowicie sfinansowana przez nowe kredyty.

W czasie różnych faz produkcji finanse mogą pochodzić z osobistych funduszów producenta lub częściowo z zaliczek kredytowych, albo nawet całkowicie (z wyjątkiem procentu) z zaliczek kredytowych. Ale to wszystko się ureguluje w chwili, gdy produkcja zostanie dostarczona w postaci wyrobu gotowego. Gdyż dopiero wtedy będzie nową produkcją. I wówczas, gdy wyrób gotowy przechodzi od hurtownika albo od ostatniego producenta do sprzedawcy detalicznego, można zrealizować propozycję Douglasa — za pomocą operacji właściwej dla Kredytu Społecznego. Właśnie wtedy można puścić w obieg nowy kredyt (bez oprocentowania) na pokrycie wszystkich kosztów, które trzeba było ponieść na tę nową produkcję.

W jaki sposób można by tego dokonać?

Powtarzamy, że można dojść do tego różnymi sposobami. Pan W.B. Brockie, kredytowiec z Nowej Zelandii, sugeruje, aby to odbywało się na poziomie pobierania towaru przez kupca detalicznego: przez bezprocentową zaliczkę kredytową wypłaconą kupcowi detalicznemu na pokrycie całkowitej ceny księgowej gotowego wyrobu. Wydaje się nam, że taki sposób jest bardzo odpowiedni na osiągnięcie podwójnego celu: 1) Skutecznego sfinansowania nowej produkcji za pomocą nowego kredytu; 2) Następnie pozwala to na powrót kredytu do jego źródła w miarę konsumpcji dóbr.

Produkcja przedstawia się w postaci fali ciągłej oraz w różnych fazach procesu produkcyjnego, od surowca do wyrobu gotowego. Gotowym wyrobem staje się ona w miejscu, gdzie można ją przekazać kupcowi detalicznemu, który zajmie się jej rozsprzedaniem wśród klientów.

Gdzie jest to miejsce? U hurtownika lub u ostatniego producenta, jeżeli kupiec od niego ją bierze.

Ten gotowy wyrób ma cenę, którą jest obciążony detalista. Jest to cena kosztu produkcji. Celem ustalenia końcowej ceny kosztu, należy doliczyć koszty dystrybucji, powiedzmy wydatki kupca detalicznego. I to jest wszystko, końcowa cena, która powinna być pokryta przez emisję nowego kredytu bezprocentowego.

A więc detalista powinien do rachunku hurtownika dodać to, co przewiduje na koszty transportu, na wynagrodzenie swoich urzędników, na nieuniknione awarie, na koszty ogólne. Z doświadczenia zna on sumę tych wydatków na tydzień czy miesiąc; również orientuje się, jaką liczbę produktów zdoła sprzedać średnio na tydzień czy miesiąc. A więc może dosyć dokładnie oszacować procent, jaki należy dodać do rachunku hurtownika, aby otrzymać końcową cenę produktów, gdy przyjdą do odbiorców.

Czy zechcecie podać hipotetyczny przykład, aby pomóc nam ten ważny punkt lepiej zrozumieć?


Przypuśćmy, że detalista wie z doświadczenia, iż koszty manipulacyjne i usług zbytu jego towarów wynoszą średnio sumę równą 10 procentom ceny, którą musi zapłacić hurtownikowi.

Następnie przypuśćmy, że ten detalista zaopatruje się w towary, których rachunek wynosi 4000$. Dojdzie on do wniosku, że dla odzyskania wszystkich wydatków (ceny hurtownika plus kosztów manipulacyjnych, lecz z zupełnym pominięciem zysku) towar ten przyniesie mu ostateczny dochód 4000$ + 10% z 4000$, to jest 4000$ + 400$ = 4400$.

Końcowa cena kosztu tej nowej produkcji wynosi więc 4400$. Zatem dla pokrycia całkowitych kosztów odnoszących się do tej nowej produkcji potrzeba 4400$ nowego kredytu bezprocentowego.

W tym celu można użyć metody finansowej — udoskonalając ją — dość rozpowszechnionej wśród detalistów: płatność z góry za pośrednictwem banku. Istotnie, większość detalistów uiszcza dzisiaj swoje rachunki u hurtowników za pośrednictwem czeków „bez pokrycia”. To znaczy, że na mocy umownego porozumienia między detalistą a jego bankierem, bank honoruje te czeki, nawet gdy detalista na swoim koncie bankowym nie posiada wystarczających funduszy. Jest to jak gdyby zaliczka kredytowa na żądanie, w miarę potrzeb detalisty, aż do pewnego limitu, stanowiącego dla niego „kredyt maksymalny”. Jest to bardzo wygodne, zważywszy że hurtownik ze swej strony chce, aby mu zapłacono bezzwłocznie, żeby mógł wywiązać się ze swoich zobowiązań.

Te zaliczki kredytowe zapisuje się w księdze bankowej po stronie „winien”, na rachunek detalisty. Kupiec, w miarę sprzedaży swoich towarów, powinien odzyskane stąd pieniądze przynieść do banku, aby możliwie najwięcej, ku zadowoleniu bankiera, podźwignąć swoje konto, nigdy nie pozwalając mu spaść poniżej uzgodnionego limitu. Zatem w rzeczywistości chodzi o następstwo pożyczek i spłat, na mocy wzajemnego porozumienia. A w obecnym systemie finansowym, bankier kosztami za tę usługę obciąża detalistę. Te koszty są procentem obliczonym z sumy deficytów i z czasu ich trwania.

A więc w systemie zaproponowanym dla finansowania nowej produkcji za pomocą nowego kredytu, kupiec detaliczny uiszczałby wszystkie swoje rachunki, odnoszące się do tej produkcji, za pomocą zaliczek kredytowych otrzymywanych od bankiera, i to bez jakiegokolwiek obciążenia procentowego. Wszyscy kupcy detaliczni powinni chętnie to przyjąć.

W powyższym przykładzie detalista otrzymywałby ze swego banku zaliczkę kredytową w wysokości 4400$, wolną od wszelkiego oprocentowania. Bank na podstawie umów pobierałby wszystkie sumy do tych celów, także bez kosztów, z Banku Centralnego, stanowiącego źródło kredytu. (Nie zapominajmy, że chodzi tu o społeczny system finansowy, który nagina się do rzeczywistości, dostarczając kredytów w rytmie produkcji oraz odwołując je w rytmie konsumpcji.)

Ale dlaczego ta różnica pomiędzy wypadkiem producenta, który powinien płacić procent od swoich pożyczek, a wypadkiem detalisty, który by otrzymywał zaliczki nieoprocentowane?

Dla niejednej przyczyny. Przede wszystkim istnieje różnica w sytuacji: w wypadku wytwórcy — zaliczka kredytowa jest udzielona na produkcję jeszcze nie wykonaną, podczas gdy w wypadku kupca — zaliczka kredytowa dana jest po prostu na produkcję całkowicie ukończoną. (Dodajmy, że producent nic nie ucierpiał z powodu obowiązku płacenia procentu, ponieważ zaliczki kredytowe w następnym okresie dostarczą mu środków na ich spłacenie.)

Następnie, jeżeli zaliczki kredytowe dla detalisty miałyby wymagać procentu, procent ten dodawałby do ceny sprzedaży czynnik nie pokryty przez tę kredytową zaliczkę. Wówczas nowa produkcja nie byłaby całkowicie sfinansowana za pomocą nowego kredytu, jak się tego propozycja Douglasa domaga dla systemu finansowego dokładnie odzwierciedlającego rzeczywistość.

Ponadto, jeżeli końcowa cena sprzedaży byłaby obciążona procentem, procent ten stałby się własnością banku handlowego z chwilą spłaty pożyczki przez kupca detalicznego. Zatem istniałaby część kredytu, która nie wracałaby do źródła po odbytej konsumpcji, i system nie odzwierciedlałby dokładnie rzeczywistości:

Środki płatnicze (cash credits) — mówi Douglas — powinny być anulowane po zakupie dóbr konsumpcyjnych.

A więc nasz detalista otrzyma zaliczkę kredytową w wysokości 4400$. I po dokonaniu sprzedaży będzie musiał oddać do banku jedynie sumę 4400$, bez żadnego dodatkowego obciążenia.

W chwili sprzedaży pieniądz, który nabywca wręcza detaliście, przestaje być „cash credits”, pieniądzem konsumpcji, a staje się zwykłym kredytem finansowym, który — po doręczeniu go przez kupca bankierowi — zacznie w całości powracać do źródła tym samym kanałem, który został wypożyczony do jego wyjścia.

Poprzednio powiedzieliście, że w tej kwocie 4400$ zawierałyby się wszystkie koszty produkcji i manipulacji, począwszy od surowca aż do dostarczenia produktu odbiorcy, ale bez zysku kupca. Czy kupiec będzie go sprzedawał teraz za cenę wyższą od 4400$, dodając do niej swój zysk?

Nie. Aby zaproponowana tutaj metoda osiągnęła swój cel, zysk kupca detalicznego nie powinien być wliczony w cenę, jaką ma zapłacić odbiorca. Gdyby zysk detalisty był zawarty w cenie sprzedaży, ta część ceny sprzedaży należałaby do niego i nie zostałaby zwrócona do źródła kredytu jako likwidacja cash credits (środków płatniczych). To powodowałoby powstanie wady wcześniej przez nas opisanej.

W powyższym na przykład wypadku, gdyby kupiec sprzedawał z 10-procentowym zyskiem, podwyższałoby to cenę sprzedaży do 4840$; przez to nowy kredyt, wypuszczony dla sfinansowania tej nowej produkcji, zostałby przekroczony o 440$; byłoby to niezgodne z propozycją Douglasa, która się domaga, aby cała nowa produkcja była sfinansowana za pomocą nowego kredytu. Tym bardziej nie byłoby właściwie, gdyby zysk wraz z innymi kosztami wliczało się do sumy wypłacanej przez bankiera kupcowi, podnosząc tę zaliczkę do 4840$, jednocześnie mu mówiąc, żeby oddał tylko 4400$, a 440$ zachował jako swój zysk. To by oznaczało, że kupcowi się płaci za pracę, której jeszcze nie wykonał.

Kupiec ma czerpać zyski z innego źródła niż z portmonetki klienta i ma je otrzymywać dopiero po odbytej sprzedaży.

A więc cena sprzedaży nie będzie zawierać zarobku kupca. Pozwoli to uniknąć zwyżki cen, wynikającej ze skłonności, przejawianej przez większość kupców, do zawyżania procentów zysków, gdy handel się dobrze rozwija. Otóż w kredytowym systemie finansowym handel zawsze by się dobrze rozwijał, gdyż nie byłoby już zagadnienia czysto finansowego; osiąganie korzyści przez domaganie się przesadnych zysków prowadziłoby do inflacji cen, podczas gdy przeciwnie, dobry zbyt produkcji, niczym nie skrępowanej, powinien wpływać na spadek cen.

Czy chcecie przez to powiedzieć, że w kredytowym systemie finansowym kupiec już by nie zarabiał albo że jego zarobek byłby fikcyjny?

Bynajmniej. Ale zysk kupca nie powinien zależeć od zwyżki cen. Zysk ten zależałby raczej od wielkości jego sprzedaży. Z procentem zysku umiarkowanym i określonym z góry w zależności od handlu, im kupiec by więcej sprzedawał towarów, tym więcej by zarabiał. W gospodarce nie monopolistycznej, lecz konkurencyjnej, kupcy, którzy by najlepiej obsługiwali klientów, osiągaliby najwyższe dochody, nie przekraczając przy tym procentu zysku na artykule. A więc należy ustalić procent, a nie wielkość zysku przyjętego w każdej gałęzi handlu.

Społeczeństwo ma prawo się tego od handlowców domagać, ponieważ po pierwsze ono udziela bezpłatnej zaliczki kredytowej potrzebnej do uiszczenia ich rachunków i po drugie, ponieważ ono stale zapewnia wobec zaoferowanych produktów całość siły nabywczej równoważącą sumę cen.

W wyniku tego, że społeczeństwo dostarczyło kupcowi kredytu potrzebnego mu do zapłacenia za towar, który bierze na skład, społeczeństwo staje się, w pewnym sensie, właścicielem tego towaru, a kupiec staje się, powiedzmy, już tylko jego depozytariuszem zobowiązanym do jego sprzedaży. Słuszne jest, że społeczeństwo wynagradza kupca za tę czynność sprzedaży, jednocześnie nie pozwalając mu na wyzysk klientów.

Społeczeństwo będzie więc dostarczało kupcowi zysku już nie w postaci udzielonego kredytu, który musiałby zwrócić, lecz w postaci cash credit, w postaci środków płatniczych, które będą osobistą własnością kupca.

Kupiec, w całości zachowując swój prywatny handel i bez przeszkód go prowadząc, staje się jednak, w pewnym sensie, pełnomocnikiem społeczeństwa do urzeczywistnienia kredytu realnego, zdolności produkcyjnej kraju. Również dokładnie tak samo bankier, zachowując w całości własność prywatną swego przedsiębiorstwa bankowego staje się, poniekąd, pełnomocnikiem społeczeństwa do przepuszczenia przez kanały — w tę i w tamtą stronę — kredytu finansowego opartego na kredycie realnym kraju.

Kredyt Społeczny jest zdecydowanym obrońcą własności prywatnej. Ale każde prywatne przedsiębiorstwo ma ponadto pełnić funkcję społeczną, funkcję, z której by się automatycznie wywiązywało przez proste zastosowanie kredytowego systemu finansowego, zgodnego z propozycjami Douglasa.

Ale kiedy, jak i w jaki sposób kupiec odbierze ten dochód od społeczeństwa?

Zawsze przez kanał banku na podstawie umów, który podejmuje ten kredyt ze źródła społecznego, z Banku Centralnego albo z Państwowego Urzędu Kredytowego.

Kupiec ma w swoim banku dwa konta: konto kredytu bez pokrycia, na którym bank prowadzi wykaz udzielonych kupcowi pożyczek i spłat tych pożyczek, oraz konto własne kupca, na które może on składać swoje oszczędności, na które może wystawiać czeki na swoje osobiste sprawy, z którego może otrzymać gotówkę itd., jak każdy obywatel.

Kupiec, w miarę sprzedaży swoich towarów, pieniądze stąd uzyskane przynosi do banku, gdzie się je zaksięgowuje na pierwszym z wymienionych kont, jako spłata pożyczki. Jednocześnie bankier, na drugim koncie kupca, księguje zysk, do jakiego ta część sprzedaży daje mu prawo na podstawie procentu przyjętego w tego rodzaju handlu. Bankier, dokonując tego zapisu w imieniu społeczeństwa, wystawia czek na kredyt narodowy, to znaczy na Bank Centralny.

Jeżeli na przykład umowne oprocentowanie zysku ustalono na 10 procent od każdych 100 dolarów, które kupiec przynosi do banku tytułem spłaty, bankier zapisuje na dobro pierwszego z kont 100$, które w ten sposób wchodzą na drogę powrotu kredytu do jego źródła, oraz zapisuje 10$ na dobro prywatnego konta kupca.

Za wszystkie czynności księgowe nie opłacane przez klientów (bezprocentowe zaliczki kredytowe, zyski detalistów, okresowe dywidendy dla wszystkich), bankier jest wynagradzany przez Bank Centralny według przyjętych norm.

Czy nie jest to w najwyższym stopniu skomplikowane?

Bynajmniej. Na wytłumaczenie tego potrzeba by wiele słów, ale to by działało szablonowo, tak płynnie, jak operacje bankowe, których świadkami jesteśmy codziennie we wszystkich oddziałach banków.

Jest to o wiele mniej skomplikowane, niż na przykład księgowość spółdzielni spożywców, gdzie księgowy musi prowadzić rachunek zakupów wszystkich spółdzielców, ażeby każdemu z nich udzielić rabatu proporcjonalnego do jego zakupów.

Następnie ten system byłby zdrowy, dokładnie odzwierciedlający fakty działalności gospodarczej, skutecznie finansujący produkcję i konsumpcję.

W ten sposób służyłby życiu gospodarczemu zadowalająco i to z o wiele mniejszą ilością biurokracji, ankiet, operacji finansowych, niż obecnie potrzebują instytucje państwowe, próbując złagodzić niedostatek siły nabywczej, z którego powodu cierpi cała gospodarka. System ten usunąłby również wielki ciężar wymaganych dzisiaj podatków, dążąc do położenia na stole chleba ludziom całkiem go pozbawionym (gdyby w końcu uznano ich stan ubóstwa, po przeprowadzeniu ankiet często długotrwałych i zawsze upokarzających).

Czy to nie stanowiłoby metod finansowych za bardzo się różniących od tych, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni?

Ze względu na wynik, owszem, różniące się; ale prawie we wszystkim podobnie do obecnego mechanizmu. Zechciejcie zauważyć:

Te same instytucje bankowe; ci sami bankierzy; te same zapisy wydatków i kredytów na kontach bankowych; ten sam system płacenia czekami; te same formalności odnośnie pożyczek dla producentów; ta sama odpowiedzialność ciążąca na pożyczkodawcach i pożyczkobiorcach; te same ułatwienia dla kupców w płaceniu bez pokrycia, z mniejszą służebnością producentów.

Ponadto: całkowita siła nabywcza utrzymana w stosunku do zaoferowanej produkcji globalnej, przy zapewnieniu wszystkim dobrej stopy życiowej, a więc ułatwiona dystrybucja i lepszy rozdział owoców produkcji; ochrona przed nieuzasadnionymi zwyżkami cen; obalona dyktatura pieniądza. Pomijając resztę.

Następnie rozważcie sytuację końcową w odniesieniu do części produkcji opiewającej na 4400$, którą wzięliśmy dla przykładu.

Produkcję tę można było wykonać bez przeszkód finansowych. Kredyt napłynął zależnie od potrzeb, z jednego do drugiego stadium procesu produkcji; wszyscy w niej uczestniczący zostali właściwie wynagrodzeni, w tym bankierzy, którzy otrzymali wynagrodzenie za swoje usługi w związku z pożyczkami. Można było dokonać całkowitej ostatecznej wypłaty — pokrywającej wszystkie koszty, zarówno koszty skarbowe, jak koszty produkcji — z chwilą ukończenia wyrobu, przez zaliczkę kredytową udzieloną kupcowi detalicznemu, będącemu odbiorcą tej produkcji. Zdołano upłynnić produkcję, nic nie dodając do ceny kosztu.

Maszyneria finansowa zachowała ten sam mechanizm kołowy, lecz został on odpowiednio naoliwiony, zamiast dopuścić do przenikania piasku do panewek i przekładni — i na tym polega cała różnica w jego działaniu.

Czy te spłaty kredytu nie spowodowały nagromadzenia pieniędzy wraz z wszelkimi złymi skutkami inflacji?

Prześledźcie drogę kredytu w uproszczonym schemacie przedstawionym na tych stronach. Kredyt nie gromadzi się, lecz postępuje za ruchem bogactwa, wchodząc do obiegu w rytmie produkcji, a na drogę powrotu do źródła w rytmie konsumpcji.

Kredyty te tworzą jakby kapitał obrotowy należący do społeczeństwa i oddany na usługi gospodarki, aby mogła sprostać potrzebom ludności z uwzględnieniem istniejących możliwości fizycznych — kapitał, który można powiększać, gdy te potrzeby wzrastają i gdy na to pozwalają rezerwy produkcyjne.

Jeżeli chodzi o społeczny charakter rozdziału wyprodukowanych dóbr, system ekonomii kredytowej zapewnia go przez wprowadzenie do siły nabywczej okresowej — dywidendy dla wszystkich, z którą się zapoznamy w dalszej części tego studium.