Statystyki
Uaktualnienie: 2 dni temu
Jeżeli polubiłeś tę stronę,
wypełnij, proszę, formularz.
Polecane strony

Finanse zdrowe i skuteczne

Dywidenda społeczna dla wszystkich

Dywidenda społeczna dla wszystkich? Ależ dywidenda zakłada istnienie kapitału umiejscowionego i produktywnego!

Słusznie! Ponieważ wszyscy członkowie społeczeństwa są współkapitalistami kapitału rzeczowego i niezmiernie produktywnego.

Powyżej powiedzieliśmy i nigdy nie będzie tego powtarzania dosyć, że kredyt finansowy jest od początku własnością całego społeczeństwa. Jest nią, ponieważ opiera się na kredycie realnym, na zdolności produkcyjnej kraju. Ta zdolność produkcyjna jest z pewnością w części wynikiem pracy i kompetencji tych, którzy uczestniczą w produkcji, ale w coraz większym stopniu jest wynikiem innych czynników, które należą do wszystkich.

Przede wszystkim mamy bogactwa naturalne, które nie stanowią produkcji żadnego człowieka: są darem Bożym, darowizną, która powinna służyć wszystkim. Ponadto wszelkiego rodzaju wynalazki dokonane przez pokolenia, rozwijane przez nie i przekazywane z jednego na drugie stanowią dzisiaj najważniejszy czynnik produkcji. Żaden człowiek nie może rościć sobie pretensji większej niż inni do własności tego postępu, który jest owocem twórczej działalności pokoleń.

Niewątpliwie do wyzyskania go potrzeba współczesnych ludzi — ci mają prawo do wynagrodzenia, które otrzymują w postaci zapłaty: pensji, poborów itd. Jednak kapitalista nie uczestniczący osobiście w przemyśle, w którym ulokował kapitał, ma prawo do części wyników, ze względu na swój kapitał.

Zatem największym kapitałem realnym nowoczesnej produkcji jest suma odkryć, wynalazków, które przyczyniają się do postępu i sprawiają, że dzisiaj otrzymuje się więcej produktów w zmniejszonym wymiarze pracy.

A ponieważ wszyscy żyjący są, z tytułu równości, współdziedzicami tego ogromnego kapitału, który stale wzrasta, wszyscy mają prawo do części owoców produkcji.

Urzędnik ma prawo do dywidendy i do pensji. Niezatrudniony nie ma pensji, ale ma prawo do dywidendy, którą nazywamy społeczną, gdyż jest dochodem z kapitału społecznego.

To jest coś nowego. Ale wydaje się logiczne.

Tak. I to jest najbardziej bezpośredni, najbardziej konkretny środek na zapewnienie wszystkim ludziom ich podstawowego prawa do części dóbr ziemskich.

Wszyscy mają takie prawo, nie z tytułu zatrudnienia w produkcji, lecz z samego tytułu, że są ludźmi.

Każdy człowiek, jako istota rozumna, z natury posiada podstawowe prawo do używania ziemskich dóbr materialnych.
Pius XII, Orędzie wygłoszone przez radio, 1 czerwca 1941 r.

I to prawo nie ulega przedawnieniu:

Takie indywidualne prawo w żaden sposób nie może być uchylone, nawet przez zastosowanie innych pewnych i uznanych praw odnoszących się do dóbr materialnych.
Pius XII, Ibidem

Inne prawa, jak prawo własności, prawo do wynagrodzenia, prawo do posiadania akcji itd. w żadnym wypadku nie uchylają prawa wszystkich ludzi do używania dóbr materialnych.

I Papież dodał:

Bardziej szczegółowe określenie praktycznej realizacji tego prawa pozostawiono ludzkiej woli i formom prawnym narodów.
Ibidem

To znaczy, że narody same, przez zastosowanie swoich praw i regulaminów, mają wybrać metody, które każdemu człowiekowi pozwoliłyby na korzystanie z jego prawa do części ziemskich dóbr.

Dokonałaby tego dywidenda dla wszystkich. Żadna z innych proponowanych formuł nie była — zresztą patrząc z perspektywy — równie skuteczna, nawet nasze obecne prawa ubezpieczenia społecznego.

Dobrze jest uznać — i nikt nie ośmieli się temu zaprzeczyć — prawo każdej osoby przynajmniej do dóbr niezbędnych do życia. Ale spróbujcie tylko zastosować to prawo w dzisiejszym świecie, gdy nie macie ani pieniędzy, ani środków produkcyjnych, które w coraz większym stopniu skupiają się w coraz mniejszej liczbie rąk.

W nowoczesnym świecie jednostka nie może dochodzić swego prawa do dóbr materialnych, nie mając pieniędzy. Pieniądz stał się umowną licencją na zastosowanie w praktyce prawa naturalnego.

Dywidenda społeczna, okresowa dywidenda dla wszystkich, podstawowy dochód zapewniony każdemu — jak prawo do urodzenia — dochód wystarczający do zapewnienia rzeczy przynajmniej niezbędnych do życia, jest najbardziej społecznym roszczeniem ekonomii kredytowej. Poza tym, jak wcześniej powiedzieliśmy, stanowi to również uznanie niezaprzeczalnego faktu, że wszyscy żyjący są współdziedzicami minionych pokoleń.

Ale czy nie byłoby to dawaniem ludziom czegoś za nic?

Powiedzcie więc kapitaliście, że dostaje coś za nic, gdy mu się płaci dywidendę od jego zainwestowanego kapitału! Przeciwnie, oburzy się na niesprawiedliwość, jeżeli mu się tej dywidendy odmówi.

Każdy członek społeczeństwa jest współkapitalistą, współdziedzicem kapitału realnego, jak to wyżej wytłumaczyliśmy — zresztą kapitału o wiele bardziej istotnego niż dolary lub inne środki pieniężne, które mają wartość tylko reprezentatywną.

Następnie gospodarka ściśle wymienna nie może być gospodarką ludzką, gdyż ponad połowa ludności nie ma nic do wymiany: jest tak w wypadku dzieci, kobiet i dziewcząt przebywających w domu, inwalidów, chorych, bezrobotnych, osób starszych niezatrudnionych w przemyśle, ludzi zdolnych do pracy, lecz zastąpionych przez maszyny itd. Gospodarka ściśle wymienna, ekonomia „nic za nic” może być dzisiaj tylko ekonomią barbarzyńską. Taka ekonomia poświęca osobę na rzecz regulaminów ustanowionych dla pieniądza, zamiast być ekonomią w służbie osoby.

Filozof tomistyczny Jacques Maritain, pisząc o podziale dóbr w systemie ekonomiczno–społecznym, który byłby zorganizowany z uwzględnieniem pierwszeństwa należnego osobie, dochodzi do podobnych wniosków:

... W ekonomii „burżuazyjnej” i cywilizacji kupieckiej jest pewnikiem, że nie ma się nic za nic; pewnikiem związanym z  indywidualistyczną koncepcją własności. Sądzimy, że w ustroju, w którym powyżej naszkicowana koncepcja (wraz z jej funkcją społeczną) byłaby w mocy, pewnik ten nie mógłby istnieć. Wprost przeciwnie, prawo usus communis skłaniałoby do założenia, że przynajmniej i najpierw w odniesieniu do podstawowych potrzeb człowieka, materialnych i duchowych, powinno się mieć za nic możliwie jak najwięcej rzeczy...

„Aby osoba ludzka była w ten sposób obsłużona w swoich zasadniczych potrzebach, jest to pierwszy warunek gospodarki, która nie zasługuje na miano gospodarki barbarzyńskiej. Zasady takiej gospodarki prowadziłyby do lepszego zrozumienia głębokiego sensu i istotnie ludzkich korzeni pojęcia dziedziczenia,... tak, że każdy człowiek, przychodząc na świat, mógłby rzeczywiście w jakiś sposób korzystać z tego, że jest dziedzicem minionych pokoleń.”

Humanisme Integral, str. 205-206

Ale czy nie można by uzyskać tego samego wyniku przez podwyżkę płac pracowników?

Nie, po tysiąc razy nie, ponieważ podwyżka płac dotyczy tylko pracowników, a nic z niej nie mają osoby nie pobierające pensji. Ponadto podwyżki płac wchodzą całkowicie w ceny, a więc nie poprawiają różnicy między cenami a siłą nabywczą.

Indywidualny dochód nie związany z zatrudnieniem — jak dywidenda społeczna dla wszystkich — jest rzeczą, która się coraz bardziej narzuca, w miarę jak wzrasta wydajność: więcej produkcji przy mniejszej liczbie rąk. Czym by się kierowali rzecznicy zatrudnienia jako warunku posiadania prawa do dochodu, przy rozdziale produkcji, gdyby, przy pełnej automatyzacji, nie było już zatrudnionych? Chociaż takiej sytuacji jeszcze nie przeżywamy, doszliśmy jednak do tego, że produkty są dostarczane w większej obfitości przy mniejszym zatrudnieniu. Ta sytuacja powinna się odzwierciedlić w rozdziale siły nabywczej.

Podwyższenie wynagrodzeń celem zwiększenia globalnej sumy siły nabywczej nie jest rozwiązaniem zgodnym z rzeczywistością ani ze sprawiedliwością. Przeciwnie, jeżeli wynagrodzenie stanowi rekompensatę za pracę, powinno się zmniejszać, gdy zmniejsza się praca. Te podwyżki wynagrodzeń są kradzieżą dywidend, które powinny docierać do wszystkich.

Wiele by można powiedzieć na temat tego zagadnienia dywidendy dla wszystkich, tak bardzo przerażających tych, którzy nigdy nie zadali sobie trudu przemyślenia na nowo pojęć, które przyjęli bez sprawdzenia.

A cóż wart jest zarzut tych, którzy upierają się przy dopatrywaniu się niemoralności w pieniądzu „nie zarobionym”? Czy dostrzegają niemoralność w dziedzictwie przekazywanym z ojca na syna, który nigdy się nie przyczynił do stworzenia tego dziedzictwa? Czy widzą niemoralność w dywidendach wypłacanych milionerom którzy z pewnością nie zarobili swych milionów? Czy dopatrują się jej w olbrzymich poborach ludzi będących na eksponowanych stanowiskach, którzy absolutnie nic nie robią dla narodu, opłacającego te pobory za pośrednictwem podatków? Ileż podobnych pytań można by postawić przeciwnikom dywidend!

A więc w zalecanym przez Kredyt Społeczny systemie finansowym, który nazywacie zdrowym i skutecznym, konsumenci uzyskiwaliby siłę nabywczą w dwojaki sposób: raz przez pensje, pobory i inne formy wynagrodzeń, związanych z zatrudnieniem w produkcji; po wtóre przez dywidendy nie związane z zatrudnieniem.

Owszem. Zresztą podobnie się dzieje dzisiaj. Ci, którzy są zatrudnieni w produkcji, otrzymują wynagrodzenie, ale kapitaliści otrzymują dywidendy od swego kapitału, nawet jeśli wcale nie są zatrudnieni w produkcji. Jeżeli kapitalista jest pracownikiem, otrzymuje dochód w dwojaki sposób: w postaci pieniądza związanego z zatrudnieniem i w postaci pieniądza związanego jedynie z jego kapitałem w formie dolarów.

Tak samo byłoby w kredytowym systemie finansowym, z tą różnicą, że wszyscy obywatele, będący — z samego tytułu, że są członkami społeczeństwa — współwłaścicielami największego czynnika produkcji, otrzymywaliby okresową dywidendę z produkcji, która jest owocem tego wspólnego realnego kapitału.

Lecz jeśli suma obu, wynagrodzeń za pracę i dywidend dla wszystkich, opiera się na całości produkcji, jaka część powinna być przeznaczona na pensje, a jaka część na dywidendy?

Stanowi to takie samo zagadnienie, jakie jest dzisiaj źródłem utarczek o część należną kapitalistom i o część należną pracownikom. Kapitaliści mówią: „Bez naszych kapitałów nie byłoby zatrudnienia, a więc nie byłoby produkcji”. Robotnicy mówią: „Bez pracy nie byłoby produktów”. Oba: kapitał i praca stanowią w istocie czynniki produkcji; na ogół rzecz biorąc jest słuszne, aby największą część rozdzielanych pieniędzy otrzymywali robotnicy, którzy zresztą są najliczniejsi.

W kredytowym systemie finansowym właśnie kapitaliści (wszyscy członkowie społeczeństwa) byliby najliczniejsi. W Kanadzie, spośród 20,25 miliona Kanadyjczyków, 8 milionów pobiera pensję. A więc jest 8 milionów pracowników i 20,25 miliona kapitalistów.

Ponadto na wielkość produkcji w większym stopniu wpływa kapitał realny, należący do 20,25 miliona Kanadyjczyków, niż praca 8 milionów zatrudnionych. Jeżeli siła nabywcza ma ściśle odpowiadać proporcjonalnej części produkcji wynikającej z postępu, będącego wspólnym kapitałem, oraz proporcjonalnej części wynikającej z wysiłku tych, którzy uczestniczą w produkcji, jest zrozumiałe, że całkowita kwota dywidend powinna znacznie przewyższać całkowitą kwotę pensji.

Ale to by oznaczało dawanie więcej tym, którzy nie pracują, niż tym, którzy pracują. To by zachęcało do lenistwa!

Nie wyciągajcie tak pochopnie wniosków, zresztą nieuzasadnionych.

Przede wszystkim nie jest prawdą, jakoby jednostka nie zatrudniona w produkcji otrzymywała więcej pieniędzy od jednostki zatrudnionej w produkcji: obie miałyby taką samą dywidendę, lecz pracownik dostawałby dodatkowo wynagrodzenie.

Byłaby więc nadal między nimi taka sama różnica, jak przedtem: kwota wynagrodzenia. Ale zamiast różnicy pomiędzy zerem a wynagrodzeniem, byłaby to różnica pomiędzy dywidendą z jednej strony a dywidendą plus wynagrodzenie z drugiej strony. Istniałby więc jeszcze bodziec: „wynagrodzenie”. Ponadto istniałby bodziec „dywidendy dla wszystkich”, którego ważność dla pobierającego pensję wzrastałaby w miarę rozwijania się u niego zmysłu społecznego.

Dywidenda oparta na części dominującej, na społecznym kapitale realnym będącym czynnikiem nowoczesnej produkcji, byłaby więc znaczną sumą.

Dobrze wiemy, że przejście od diety człowieka wyczerpanego do diety człowieka pełnego sił, wymaga pewnego dozowania. Nie przechodzi się od żywienia odpowiedniego dla chorych do żywienia odpowiedniego dla zdrowych, nie przeszedłszy przez żywienie odpowiednie dla rekonwalescentów.

A więc rozsądek może doradzić stopniowanie wielkości dywidendy dla wszystkich.

Jednakże tę zasadę należy wprowadzić w życie od początku, od razu wejść w ducha ekonomii obfitości i dywidend dla wszystkich, zamiast w ducha ekonomii racjonowania i dochodu zastrzeżonego dla pracujących.

Co Douglas mówi na ten temat?

Trzecią z zasad, o których Douglas twierdzi, że ich zastosowanie pozwoliłoby na ustanowienie systemu odpowiadającego faktom, formułuje on następująco:

Rozdział pieniądza na konsumpcję (cash credits) powinien coraz mniej zależeć od zatrudnienia. To znaczy, że dywidendy będą stopniowo zastępować płace i pensje, w miarę jak wzrasta wydajność na roboczogodzinę.

Chodziłoby więc o wzrastającą proporcję siły nabywczej, wynikającą z dywidend, i o zmniejszającą się proporcję, wynikającą z zatrudnienia.

W planie zastosowania swoich propozycji w Szkocji, Douglas ocenił, że z początku na dywidendy dla każdego mężczyzny, kobiety i dziecka można by przeznaczyć ogólną sumę wynoszącą 1% wszystkich aktywów kraju, przeliczonych na pieniądze i dodał:

Można się spodziewać, że to da każdej rodzinie, w postaci dywidend, kwotę wynoszącą ponad 300 funtów szterlingów rocznie.

Douglas pisał tak w roku 1933, gdy kurs funta był według wartości nominalnych — co w dolarach oznaczałoby kwotę 1450$ na rodzinę rocznie, bądź 121,50$ na miesiąc; albo (licząc średnio 5 osób w rodzinie) dywidendę wynoszącą 25$ miesięcznie dla każdego mężczyzny, kobiety i dziecka w Szkocji.

Jeżeli ta liczba mogła być uznana za słuszną w roku 1933, dzisiaj1 z pewnością powinna by wynosić co najmniej 50$ miesięcznie2, zważywszy, że koszt utrzymania od tego czasu wzrósł dwukrotnie i również dlatego, że wzrosła wydajność, wskutek czego można przydzielić więcej produktów na osobę.

Stanowi to — w duchu Douglasa — dywidendę wyjściową, dywidendę, która potem powinna się powiększać w miarę wzrostu wydajności na roboczogodzinę.

W każdym razie, przy obecnej zdolności produkcyjnej Kanady, okresowa dywidenda społeczna powinna każdemu obywatelowi zapewnić natychmiast przynajmniej minimum potrzebne do zaspokojenia jego zwykłych potrzeb. Cały nasz obecny system ubezpieczeń społecznych zostałby w ten sposób w znacznym stopniu uproszczony i uwolniony od nadmiernej biurokracji, stając się przez to bardziej skuteczny. Zmysł społeczny i odpowiedzialność osobista znalazłyby wówczas lepsze warunki rozwoju.

Co to znaczy: „wzrost wydajności na roboczogodzinę”?

Zobrazujmy to następującym przykładem:

Przypuśćmy, że w pewnym roku stan liczebny 100.000 ludzi daje wydajność 100.000 jednostek produkcyjnych; po wtóre — że w następnym roku podwojony stan liczebny, 200.000 ludzi, daje wydajność dwukrotnie większą, dajmy na to 200.000 jednostek produkcyjnych — a więc w obu wypadkach wydajność na roboczogodzinę jest dokładnie taka sama.

Jeżeli w drugim roku tę podwojoną wydajność 200.000 jednostek produkcyjnych, otrzymuje się przy stanie liczebnym takim samym jak w pierwszym roku (100.000 ludzi), wówczas wydajność na roboczogodzinę się podwoiła.

Jeżeli w drugim roku otrzymuje się wydajność taką samą, jak w pierwszym roku (100.000 jednostek produkcyjnych), ale przy stanie liczebnym robotników mniejszym o połowę (tylko 50.000 ludzi), tym razem również wydajność na roboczogodzinę się podwoiła.

W praktyce wydajność na roboczogodzinę wzrasta z roku na rok we wszystkich krajach uprzemysłowionych. Można zmniejszyć liczbę pracowników, zmniejszyć liczbę godzin pracy, nie zmniejszając globalnej produkcji; albo też zachowując taką samą liczbę pracowników oraz godzin pracy — osiągnąć znaczniejszą produkcję.

Jest oczywiste, że ta podwyżka nie wynika z tego, że robotnicy wkładają więcej wysiłku w pracę, ale jest wynikiem zastosowania maszyn i ulepszonej techniki, w sumie — postępu, którego wszyscy są współdziedzicami, współwłaścicielami, jak to już wytłumaczyliśmy. Jest więc słuszne, aby ci właściciele, ci spadkobiercy, wszyscy obywatele, czerpali z tej podwyżki korzyści w postaci zwiększonej dywidendy miesięcznej.

Ale to by oznaczało zmniejszenie obecnych wynagrodzeń robotników!

Nie koniecznie (chociaż sprawa byłaby z wielu powodów usprawiedliwiona z chwilą wprowadzenia systemu finansowego Kredytu Społecznego). Lecz nawet pozostawiając miesięczne wynagrodzenia w ich obecnych wysokościach, podwyższenie miesięcznych dywidend dla wszystkich, w miarę powiększania się zdolności produkcyjnej kraju, zmniejszyłoby część proporcjonalną sumy wynagrodzeń w całości siły nabywczej.

W każdym razie w systemie, który chce być zgodny z rzeczywistością gospodarczą, z tej zgodności trzeba sobie dobrze zdać sprawę przy podziale siły nabywczej.

Oto na przykład fabryka zatrudniająca 100 ludzi przez 40 godzin tygodniowo: stanowi to 4000 roboczogodzin na tydzień. Jeżeli wydajność tej fabryki wynosi 8000 jednostek produkcyjnych, daje to w wyniku wydajność 2 jednostek produkcyjnych na roboczogodzinę.

Powiedzmy, że po zastosowaniu doskonalszych maszyn, po wprowadzeniu pewnego stopnia automatyzacji, fabryka ta potrzebuje już tylko 70 ludzi, pracujących krócej, już tylko 30 godzin w tygodniu, przy tym więcej produkując: 10.500 jednostek produkcyjnych w ciągu tygodnia.

Teraz to wynosi 70x30 = 2100 roboczogodzin na tydzień (zamiast 4000). A ponieważ produkcja tych 2100 roboczogodzin wzrosła do 10.500 jednostek produkcyjnych, daje to w wyniku wydajność 5 jednostek produkcyjnych na roboczogodzinę (zamiast — jak poprzednio — 2 jednostki).

Przejście z wydajności 2 jednostek na roboczogodzinę, nie jest z pewnością wynikiem zwiększonego trudu, gdyż przeciwnie, tydzień zatrudnienia uległ skróceniu. Fakt ten zawdzięcza się ulepszonej technice, postępowi, pracy kilku pokoleń, coraz większemu, coraz wydajniejszemu kapitałowi społecznemu.

Któż inny ma korzystać z owoców tej zwiększonej wydajności, jeśli nie właściciele tego kapitału społecznego, to znaczy — wszyscy? Z tego społecznego kapitału należy się dywidenda społeczna.

3 jednostki produkcyjne na 5 zawdzięcza się zastosowaniu postępu w przebudowie fabryki. Jeżeli może być słuszne dawanie producentom (pracodawcom i pracownikom) rekompensaty odpowiadającej 2/5 produkcji, cale społeczeństwo (producenci i nieproducenci) powinni podzielić się dywidendą odpowiadającą 3/5 produkcji.

Jest to tylko przypuszczalny wypadek podany dla lepszego zrozumienia propozycji Douglasa: że stopniowo, w miarę wzrostu wydajności na roboczogodzinę, procent siły nabywczej rozdzielonej w postaci dywidend powinien wzrastać, a procent w postaci wynagrodzeń powinien się zmniejszać.

Gdyby ta propozycja Douglasa została przyjęta 40 lat temu, rozwój sytuacji gospodarczej byłby zupełnie różny od tego, jakiego byliśmy świadkami. Zamiast podwyżek wynagrodzeń pracowników, którzy w coraz mniejszym stopniu są zajęci pracą, miałoby się do czynienia z coraz większymi dywidendami dla wszystkich, wliczając w to robotników, ich żony i dzieci.

Mniej by się miało do czynienia z inflacją. Ponieważ wszyscy dysponowaliby siłą nabywczą, produkcja lepiej by odpowiadała potrzebom wszystkich.

Ponieważ, skądinąd, usunięte zostałyby przeszkody czysto finansowe, znaczniejsza byłaby wielkość produkcji zrealizowanej i rozdzielonej, której granicę zakreślałaby jedynie granica fizycznej zdolności produkcji albo granica żądań ze strony konsumpcji nasyconej.

Pracownicy otrzymujący stałą pensję nic by na tym nie stracili; staliby się jak gdyby kapitalistami, osobami otrzymującymi więcej w postaci dywidend niż w postaci pensji.

W jaki sposób ta miesięczna dywidenda społeczna dla wszystkich i dla każdego z członków społeczeństwa byłaby rozdzielana?

W sposób, jaki by został uznany za najpraktyczniejszy, a więc taki, który by wymagał najmniej biurokracji, taki, który by pociągał za sobą najmniej dodatków do obecnego mechanizmu przelewania środków płatniczych.

Obecnie na przykład świadczenia rodzinne na dzieci poniżej 16 lat otrzymują co miesiąc matki rodzin w formie czeków. Emerytury starcze i różne świadczenia (dla niewidomych, dla inwalidów itd.) również są miesięcznie wypłacane w formie czeków zaadresowanych do poszczególnych uprawnionych. W ten sam sposób mogłaby być przekazywana miesięczna dywidenda dla wszystkich.

Również w tym wypadku można by się posłużyć siecią banków handlowych, przy czym każdy obywatel musiałby się zarejestrować w jednym z banków swojej miejscowości. Bank handlowy po prostu by zapisywał co miesiąc na dobro każdego z tych rachunków kwotę przeznaczoną na miesięczną dywidendę. W tym przypadku, jak w przypadku operacji, o których mówiliśmy, gdy chodziło o pokrycie kosztów produkcji za pomocą bezprocentowych kredytów, bank handlowy otrzymywałby z Banku Centralnego, na żądanie i bez kosztów, sumy potrzebne na miesięczne dywidendy, które musiałby w ten sposób zapisać na kontach będących w jego jurysdykcji. I bank handlowy byłby za te usługi opłacany przez Bank Centralny według przyjętych norm.

Miesięczna dywidenda mogłaby być równie dobrze operacją księgowania korzystająca z usług poczty. Jest to nawet sposób, jaki Douglas zalecał w swoim schemacie dla Szkocji:

Dywidenda będzie rozdzielana co miesiąc za pomocą weksla wystawionego na Skarb szkocki, za pośrednictwem urzędu pocztowego.

Ponieważ wielkie biura rachunkowości dysponują systemami komputerowymi, nie nastręczałoby już trudności wybranie metody rozdziału miesięcznej dywidendy dla wszystkich — szybkiej, pewnej, dokładnej i zarazem skutecznej. Sprawa jest o tyle prostsza, że obywatel–kapitalista współpracowałby o wiele chętniej niż obywatel–podatnik.

Czy ten rozdział pieniędzy pomiędzy konsumentów, w formie dywidend, nie stanowiłby inflacji, której wszyscy się obawiają?

Stanowiłby zwiększenie ilości pieniędzy w portmonetkach konsumentów i nie sądzę, aby drżał z tego powodu kiedykolwiek ten, kto je otrzymuje. To nie podwyżka waszych dochodów sprawia wam ból. Czy słyszeliście, aby kiedykolwiek ktoś skarżył się z powodu podwyżki swego dochodu? Wszyscy się skarżą, gdy ceny wzrastają.

Ale czy właśnie ten rozdział pieniędzy w formie dywidend nie spowodowałby podwyżki cen?

Koszty własne by nie ulegały zmianie ani o jednego centa. Ponieważ dywidendy społeczne nie byłyby wypłacane przez producentów, nie przechodziłyby przez przemysł, jak pensje i dywidendy kapitalistów zasobnych w dolary — nie wchodziłyby więc w cenę kosztów. Pochodziłyby wprost ze źródła kredytu finansowego będącego dobrem narodu.

W obecnym systemie, który nakłada ograniczenia, gdzie nie należy i który nie nakłada ich tam, gdzie się powinno, zwiększenie pieniądza na konsumpcję mogłoby spowodować niesłuszną podwyżkę cen sprzedaży. Ale w systemie kredytowym cena kosztu pozostaje zgodna z księgowością wydatków w toku produkcji, a cena sprzedaży jest trzymana na smyczy przez stosowanie regulacji zgodnie z pierwszą z trzech zasad sformułowanych przez Douglasa.

Czy dywidenda utrzymywałaby się nawet w latach, w których by produkcja nie wzrosła?

Oczywiście. Jakakolwiek byłaby wielkość produkcji, zawsze istnieje pewien procent tej produkcji, który się zawdzięcza wspólnotowemu kapitałowi rzeczowemu. Jedynie w przypadku, gdyby produkcja spadła do zera, zniknęłaby podstawa do dywidendy; i również zniknęłaby podstawa do wynagrodzeń, skoro by nie było żadnej wykonanej produkcji.

Oczywiście gdy produkcja jest niewielka, całkowita siła nabywcza musi być mała, żeby być w zgodzie z rzeczywistością; i w tym wypadku obie części — dywidendy i wynagrodzenia — z pewnością mogą być mniejsze niż przy produkcji obfitej. Rozdzielać można tylko to, co istnieje.

Ale niektórzy kredytowcy, w swoich pismach i konferencjach, niesłusznie przedstawili dywidendę jako rozdział jedynie wzrostu rocznej produkcji. Ten wzrost może uzasadniać powiększenie dywidendy, jak już powiedzieliśmy. Ale powtórzmy: jakakolwiek byłaby wielkość produkcji, zawsze w tej produkcji pozostaje część, którą się zawdzięcza użyciu kapitału społecznego, a więc zawsze [istnieje] część produkcji uzasadniająca dywidendę społeczną.

Inni znów orzekli, że dywidenda byłaby rozdziałem pieniądza, którego by zabrakło sile nabywczej, aby ją ustawić na poziomie cen. To również nie jest ścisłe. Dywidenda na pewno przyczynia się do wypełnienia rozpiętości pomiędzy cenami a siłą nabywczą, ale nie na tym polega jej istota. Nawet gdyby nie było żadnej niezgodności pomiędzy cenami a siłą nabywczą, każdy obywatel miałby jeszcze prawo do dywidendy z powodu, o którym wspomnieliśmy w poprzednich ustępach.

Jedną z funkcji zdrowego systemu finansowego jest zapewnienie dywidendy wszystkim (III zasada Douglasa). Ustalić albo utrzymać równowagę pomiędzy sumą cen a globalną siłą nabywczą jest jego inną funkcją (I zasada Douglasa). Technika kredytowa spełnia obie te funkcje — przy czym jedna nie przeszkadza drugiej — przez proste operacje rachunkowe zastosowane do społecznego kredytu finansowego opartego na realnym kredycie kraju.



Kredyt Społeczny a przedsiębiorstwo prywatne

Producent, całkowicie zachowując swoje prywatne przedsiębiorstwo, staje się jednak, w pewnym sensie, pełnomocnikiem społeczeństwa do puszczenia w obieg kredytu realnego, zdolności produkcyjnej kraju.

* * *

Bankier, całkowicie zachowując własność prywatną i kierownictwo swojego przedsiębiorstwa bankowego, staje się jednak, w pewnym sensie, pełnomocnikiem społeczeństwa do przepuszczenia przez kanał, tam i z powrotem, kredytu finansowego opartego na kredycie realnym kraju.

* * *

Kupiec, całkowicie zachowując swój prywatny handel i bez przeszkód go prowadząc, staje się jednak, w pewnym sensie, pełnomocnikiem społeczeństwa do rozdziału produktów.

* * *

Kredyt Społeczny jest zdecydowanym obrońcą prywatnej własności i prywatnego przedsiębiorstwa. Ale każde prywatne przedsiębiorstwo ma sprawować pewną funkcję społeczną, którą by automatycznie pełnił system finansowy odpowiadający propozycjom ogłoszonym przez Douglasa.


1Książkę wydano po raz pierwszy około roku 1960 (przyp. własny).
2Szacuje się, iż w Polsce miesięczna dywidenda wynosiłaby ok. 800 zł. (przyp. własny).