Statystyki
Uaktualnienie: 25 dni temu
Jeżeli polubiłeś tę stronę,
wypełnij, proszę, formularz.
Polecane strony
Dodano 2012-10-03 06:26

Lekcja 8 (cz. 2). Kredyt Społeczny jest zdrowym i skutecznym systemem finansowym

U źródeł zła

Dlaczego krytykujemy i potępiamy obecny system finansowy?

Ponieważ nie osiąga on swego celu.

Co jest celem systemu finansowego?

Celem systemu finansowego jest finansowanie produkcji dóbr, które odpowiadają potrzebom oraz finansowanie produkcji tych dóbr, tak by zaspokoiły one te potrzeby.

Jeśli system finansowy to robi, spełnia swoje zadanie. Jeśli tego nie robi, nie spełnia swego zadania. Jeśli robi co innego, wykracza poza swoje zadanie.

Dlaczego mówicie, że obecny system finansowy nie spełnia swego zadania?

Ponieważ istnieją dobra – dobra publiczne i dobra prywatne, na które jest zapotrzebowanie, a które można by z punktu widzenia technicznego wytworzyć, ale których się nie wytwarza, ponieważ system finansowy nie finansuje ich produkcji.

Z drugiej strony istnieją dobra oferowane lud­ności, która ich potrzebuje, ale osoby czy rodziny nie mogą ich zakupić, gdyż system finan­sowy nie finansuje konsumpcji. Są to niezaprzeczalne fakty.

Czym finansuje się produkcję i konsumpcję?

Środkami płatniczymi. Tymi środkami płatniczymi (kredytem gotów­kowym) mogą być: bilon, pieniądz papierowy lub czeki wysta­wione na pod­stawie kont bankowych.

Wszystkie te środki płatnicze mogą być objęte mianem "kredytu fi­nansowego", ponieważ wszyscy je z zaufaniem przyjmują. Słowo kredyt oznacza zaufa­nie. Z takim samym zaufaniem przyjmuje się cztery mo­nety po 25 centów, jak jednodolarowy banknot Banku Kanady czy też jednodolarowy czek jakiegokolwiek banku, w którym podpisujący czek posiada konto bankowe. Istotnie, wiadomo, że w formie tego jednego z trzech wyżej wymie­nionych środków płatniczych można opłacić pracę lub ma­teriały wartości jednego dolara, jeżeli jest się pro­ducentem, albo dobra konsumpcyjne warto­ści jednego dolara, jeżeli jest się konsumen­tem.

Skąd ten "kredyt finansowy", skąd te środki płatnicze czerpią swą wartość?

Kredyt finansowy czerpie swoją wartość z "kredytu realnego". To znaczy – ze zdolności produkcyjnej kraju. Dolar, pod jakąkolwiek postacią, posiada wartość tylko dzięki temu, że produkcja krajowa może dostarczyć produktów równoważących jego wartość. Tę zdolność produkcyjną można słusznie nazwać "kredytem realnym", ponieważ jest to realny czynnik zaufania. Właśnie kredyt realny danego kraju, jego zdol­ność produk­cyjna powoduje, że ludność z zaufaniem może żyć w tym kraju.

Do kogo należy ten "kredyt realny"?

Jest to produkt, który stanowi dobro społeczne. Niewątpliwie do jego powstania przy­czyniają się wszelkiego rodzaju zdolności jednostek i grup. Ale bez bogactw naturalnych, które są darem Opatrzności, a nie wynikiem kompetencji człowieka, bez zorganizowanego społeczeń­stwa, które umożliwia podział pracy, bez usług publicznych, takich jak szkoły, drogi, środki transportu itd. całkowita zdol­ność wytwórcza byłaby bardzo słaba.

Dlatego mówi się o produkcji narodowej, o gospodarce narodowej, co bynajmniej nie ma ozna­czać produkcji upaństwowionej. W tej całkowitej zdolności produkcyjnej każdy obywatel powinien móc znaleźć podstawę do zaufania, że zdoła zaspokoić swoje materialne potrzeby. Pius XII, w roku 1941, w swoim orędziu na Zielone Świątki powiedział:
Także i ekonomia narodowa, będąc owocem działalności ludzi, którzy pracują zjednoczeni w społeczność państwową, do niczego innego nie zmierza, jak do za pewnienia ciągłości takich warunków materialnych, w jakich mogłoby się w pełni rozwijać indywidualne życie obywateli.

Do kogo należy "kredyt finansowy"?

Kredyt finansowy od samego początku należy do społeczeństwa z tego samego tytułu, co kredyt realny; stąd pochodzi jego wartość. Jest to dobro społeczne, z którego w ten czy inny sposób powinni korzystać wszyscy członkowie społeczeństwa.

Podobnie jak "kredyt realny", kredyt finansowy jest z samej swojej natury kredytem społecznym. Oznacza to, że należy on do wszystkich członków społeczeństwa.

Użytkowanie tego dobra społecznego nie powinno podlegać warunkom hamującym zdolność wytwórczą albo odwodzącym produkcję od jej właściwego celu, jakim jest służenie ludzkim potrzebom: potrzebom indywidualnym i potrzebom pu­blicznym, w zależności od ich pilności; zaspokojeniu zasadniczych potrzeb wszystkich ludzi, bez brania pod uwagę zapotrzebowania niewielu na artykuły luksusowe, a także bez przepychu i faraonowych projektów niektórych, chciwych sławy admini­stratorów dobra publicznego.

Czy możliwe jest dostosowanie gospodarki rynkowej do tej hierarchii potrzeb bez uciekania się do dyktatury, która planuje wszystko, nakazuje programy produkcyjne i kieruje dys­trybucją dóbr?

Z pewnością można to osiągnąć przy pomocy systemu finansowego, który każdemu zapewnia część społecznego kredytu finansowego. Część wystarczającą do tego, aby jednostka sama mogła zamówić z produkcji krajowej tyle, żeby zaspokoić co najmniej swoje podstawowe potrzeby.

Taki system finansowy nie byłby dyktaturą. Producenci ustala­liby swoje plany w zależności od zleceń konsumentów, jeśli chodzi o dobra prywatne i w zależności od zleceń instytucji publicznych, jeśli chodzi o dobra publiczne. Taki system finansowy służyłby, z jednej strony wyrażaniu woli konsumentów; z drugiej strony służyłby producentom do mobilizacji mocy produkcyjnych kraju od­powiednio do tych właśnie potrzeb prywatnych i publicznych konsumentów.

W tym celu jest oczywiście konieczny system finansowy, który dostosowuje się do rzeczywistości, a nie taki, który zadaje jej gwałt. System finansowy, który odzwierciedla fakty, a nie taki, który im zaprzecza. System finansowy, który rozdziela, a nie taki, który wydziela. System finansowy, który ludziom służy, a nie taki, który ich poniża.

Czy taki system finansowy jest do pomyślenia?

Tak. Jego główne zasady nakreślił Clifford H. Douglas, geniusz, który przedstawił światu to, co nazywamy Kredytem Społecznym (nie mylić z partiami politycznymi, które się podszywają pod to miano).

Douglas streścił w trzech propozycjach podstawowe zasady systemu, który by tym celom odpowiadał i który, skądinąd, byłby na tyle uniwersalny, by przystosować się do gospodarki na wszelkich jej etapach rozwoju, niezależnie od stopnia mechanizacji, motoryzacji czy automatyzacji.

Trzy propozycje Clifforda H. Douglasa

Jakie są te trzy propozycje Douglasa?

Douglas przedstawił je publicznie trzy razy: w Swanwick, w roku 1924; przed Komitetem MacMilllana, w maju 1930 r.; w ramach odczytu wygłoszonego w sali Caxton w Londynie, w październiku 1930 r. Zawarł je również w swoich pismach, m.in. w „Monopolu kredytu” ("The Monopoly of Credit").

Pierwsza z tych propozycji odnosi się do finansowania konsumpcji przez przystosowanie siły nabywczej do cen:

Środki zakupu (cash credits) w rękach lud­ności da­nego kraju powinny być stale równe sumie cen (collective cash prices), jakie trzeba płacić za dobra konsumpcyjne wystawione w tym kraju na sprzedaż; i te środki zakupu (cash credits) powinny być anulowane z chwilą za­kupu dóbr konsumpcyjnych.

Douglas niczego nie zmienił w sformułowaniu tej propozycji: ujął ją w tych samych słowach w roku 1930 jak i w 1924. W propozycji tej Douglas mówiąc o środkach płatniczych, pienią­dzu obiegowym czy bezgotówkowym w rękach konsumentów, używa określenia „kredyt gotówkowy” ("cash credits"), podczas gdy o środkach finansowania pro­dukcji mówi po prostu „kredyt” ("credits").

Różnica pomiędzy tymi dwoma pojęciami po­lega na tym, że pieniądz w rękach konsumentów jest ich własnością: dysponują oni siłą nabywczą, z której korzystają w dowolny sposób, nabywając wybrane przez siebie towary. Tymczasem kredyty na produkcję są to pożyczki, które producent musi zwrócić, gdy sprzeda wyprodukowane towary.

Jaki jest cel tej pierwszej propozycji Douglasa?

Jej celem jest urzeczywistnienie tego, co można by nazwać doskonałą siłą nabywczą po­przez ustalenie równowagi między cenami, jakie mają płacić kupują­cy, a posiadanymi przez nich pieniędzmi.

Kredyt Społeczny rozróżnia pomiędzy ceną równą kosztom produkcji (cost price), a ceną, jaką ma płacić kupujący (cash price). Kupujący nie musiałby już płacić pełnej ceny równej kosztom pro­dukcji, lecz tylko tę cenę sprowadzoną do poziomu odpowiada­jącego środkom zakupu w rękach lud­ności.

Producent musi zawsze odzyskać koszty własne, jeżeli chce utrzymać swoje przedsiębiorstwo. Ale cena, jaką ma zapłacić kupujący, powinna kształtować się na poziomie środków płatniczych w rękach kon­sumentów, jeśli produkcja ma osiągnąć swój cel, którym jest konsump­cja.

W jaki sposób można urzeczywistnić ten podwójny warunek?

Poprzez mechanizm regulacji cen. Regulacji cen, a nie ich wyznacza­nia: obliczanie kosztów własnych jest sprawą samych producentów. To oni wiedzą, ile kosztuje ich produkcja.

Proponowana regulacja zawierałaby pewien współczynnik, który by się odnosił do wszystkich cen de­talicznych. Współczynnik ten byłby obliczany okresowo (np. co trzy lub sześć miesięcy), zależnie od stosunku pomiędzy całkowitą konsumpcją a całkowitą produkcją w danym okre­sie.

Jeżeli na przykład w danym okresie wartość wszelkiego rodzaju pro­dukcji w kraju wynosiła 40 miliardów dolarów, a wartość konsump­cji – 30 miliardów, wynika z tego, – w jakikolwiek sposób nie zaksię­gowano by ceny kosztu – że kraj w rzeczywistości za produkcję 40 mi­liardów zapłacił 30 miliardów. A więc rzeczywisty koszt całej produkcji wartości 40 miliardów wynosił 30 miliardów. I jeżeli producenci powinni odzyskać 40 miliardów, konsumenci powinni zapłacić tylko 30 miliardów. Bra­kujące 10 miliardów producenci powinni otrzymać z in­nego źródła, ale nie od kupujących. Tu by na­leżało zastosować mechanizmy monetarne.

W tym wypadku współczynnik zastosowany do wszystkich cen detalicznych będzie wynosił 3/4: koszty własne będą pomnożone przez ten współczynnik, przez 3/4 lub 0,75. A więc kupujący za­płaci tylko 75 procent ceny kosztu.

Innymi słowy, ogólne 25-procentowe dyskonto (przeciwieństwo po­datku od sprzedaży) stosowane będzie do wszystkich cen detalicznych w kolejnym okresie. Tak więc pod koniec każdego okresu, stopa dyskonta ogólnego jest obliczana w zależności od poziomu konsumpcji w sto­sunku do pro­dukcji w danym okresie. W ten sposób osiągamy siłę na­bywczą najbliższą doskonałości.

Operację tę nazywa się niekiedy ceną wyrównaną lub dyskontem wyrównanym, gdyż pienią­dze, których sprzedawca z powodu tego dyskonta nie otrzymuje od kupującego, otrzyma potem z Biura Kredytu Narodowego. To wyrównanie pozwala sprzedawcy na odzyskanie sumy równej całkowitym kosztom własnym. Nikt na tym nie traci. Wszyscy na tym zyskują dzięki ułatwionemu prze­pływowi produktów zgodnie z potrzebami.

Jaka jest druga propozycja Douglasa?

Druga propozycja Douglasa odnosi się do finansowania produkcji. Została przedstawiona przez autora w Swanwick oraz przed Komitetem MacMillana w sposób następujący:
Kredyty potrzebne do sfinansowania produkcji nie powinny pochodzić z oszczędnoś­ci, ale z nowych kredytów na nową produkcję.

W sali Caxton, w październiku 1930 r., Douglas w ten sposób zmienił zakończenie swej wypowie­dzi:
(...) z nowych kredytów na produkcję.

Nie mówi już o "nowej produkcji", lecz tylko o "produkcji". Oczywiście oba określenia są synoni­mami. Produkcja, kiedy powstaje jest nową pro­dukcją. Nową produkcją dla utrzy­mania dopływu produk­tów, jakie nabywa konsument.

Niektórzy błędnie wyjaśniają tę propozycję, jakoby odnosiła się je­dynie do zwiększenia rozmiaru produkcji, co z pewnością nie wynika z kontekstu tych trzech propozycji.

Douglas dodaje:
I kredyty te zostaną wycofane dopiero w zależności od stosunku powszechnego obni­żenia wartości do powszechnego "wzrostu wartości", do powszechnego wzbogacenia.

A więc dlaczego należy finansować produkcję za pomocą nowych kredytów, a nie za pomocą osz­czędności?

Ponieważ oszczędności pochodzą z pieniędzy, które były rozprowadzone w związku ze zre­alizowaną już produkcją. Otóż wszystkie te pieniądze zostały wliczone w cenę kosztu wykonanej produkcji. Jeżeli pieniądze te nie zostaną użyte na zakup wyprodukowanych towarów, zwiększy się rozpiętość między środkami zakupu a cenami.

Można powiedzieć, że oszczędności użyte do finansowania nowej produkcji płyną przez inwesty­cje lub w inny sposób i wracają do obiegu jako siła nabywcza. To prawda, ale nowa cena tworzona jest, kiedy producent ponosi koszty. Otóż, ta sama suma pieniędzy nie może służyć do płacenia, w tym samym czasie, ceny odpowiadającej dawnej produkcji oraz ceny odpowiadającej nowej produk­cji.

Za każdym razem, gdy zaoszczędzony pieniądz powraca w ten sposób do konsumentów, tworzy nową cenę, nie usunąwszy dawnej ceny, pozostawionej bez odpowiedniej siły nabywczej, skoro ten pieniądz stał się oszczędnością.

A trzecia propozycja finansowa Douglasa?

Trzecia propozycja wprowadza do siły nabywczej nowy składnik: rozdział dywidendy dla wszyst­kich, zatrudnionych i nie zatrudnionych w produkcji. Jest to więc składnik siły nabywczej, który ni­kogo nie pozostawia bez środków zakupu.

Jest to uznanie prawa wszystkich do części pro­dukcji z samego ty­tułu, że są współkapitali­stami, współspadkobiercami największego czynnika nowoczesnej produkcji: postępu uzyskanego, powiększa­nego i przekazywanego z pokolenia na pokolenie. A także z tego tytułu, że są współwła­ścicielami bogactw naturalnych, będących darem Bożym.

Jest to również środek na utrzymanie przepływu siły nabywczej od­powiednio do przepływu produkcji, choćby nawet produkcja coraz bardziej obywała się bez pracowników. Stanowiłoby to więc rozwiązanie największej obecnie łamigłówki, którą ekonomiści usiłują rozwiązać i która wprowadza w osłupienie rządy wobec niepowodzenia ich polityki pełnego za­trudnienia. Zabiegi o pełne zatrudnienie są absurdem, trudnym do uzasadnienia przez istoty rozumne, skoro postęp bezlitośnie przykłada się do zmniejszenia zatrudnienia, do uwolnienia się od po­trzeby zatrudniania nowych pracowników.

Oto co mówi Douglas:
Rozdział środków zakupu (cash credits) pomiędzy jednostki powinien stopniowo coraz mniej zależeć od zatrudnienia. To znaczy, że dywidenda powinna stopniowo zastępować płace i pensje.
Stopniowo – jak to Douglas powiedział w innym miejscu – w miarę wzrostu wydajności. Jest to jak naj­bardziej zgodne z rzeczywistością, z udziałem w produkcji – odpowiednio – pracy i czynnika postępu.

Postęp, będący wspólnym dobrem, odgrywa coraz większą rolę jako czynnik produkcji, a praca ludzka – coraz mniejszą. Fakt ten powinien znaleźć odbicie w podziale zysków, z jednej strony w postaci dywi­dendy dla wszystkich, z drugiej zaś strony w postaci wynagrodzenia za pracę.

Ale czy nie jest to propozycja całkowitego przewrotu w sposobach finansowania produk­cji oraz w sposobie rozdziału praw do produk­cji?

Jest to po prostu zmiana filozofii, zmiana w rozumieniu roli systemu ekonomicznego i finanso­wego. Jest to sprowadzenie ich do właściwych celów przez zastosowanie odpowiednich środków. Najwyższy czas, aby celom i środkom wyznaczono odpowiednie miejsce. Najwyż­szy czas, by skory­gować nieprawidłowości.

Ale to wszystko zdaje się zakładać, że pieniądz czy kredyt na sfinan­sowanie produkcji lub kon­sumpcji może się pojawić ot tak, natychmiast!

Oczywiście. System pieniężny jest w zasadzie jedynie systemem rachunkowości. Czy księgowym brakuje cyfr do liczenia, dodawania, odejmowania, mnożenia, dzielenia, obliczania procentów?

Można wykazać na podstawie faktów, że pieniądz jest sprawą liczb: liczb, które mogą się poja­wiać lub znikać zależnie od decyzji tych, którzy zmonopolizowali system. Nie potrzebują oni w tym celu żadnych in­nych przedmiotów, niż księga, pióro i parę kropli atramentu.

Podczas odczytu, wygłoszonego w Westminster 7 marca 1936 r., Clifford H. Douglas powie­dział do swego audytorium, audytorium Kredytowców:
My, Kredytowcy, mówimy, że obecny system monetarny nie odzwierciedla faktów. Nasi przeciwnicy powiadają, że je odzwierciedla. Otóż wystarczy tylko posłużyć się zdro­wym rozsądkiem. Jak to się dzieje, na przykład, że świat który w roku 1929 zdawał się prospero­wać – przynajmniej w oparciu o klasyczne kryteria oceny – i z pewnością zdolny był do wy­produ­kowania i dystrybucji dóbr i usług w nadmiarze, i to procentowo znacznym – jak to się dzieje, że w roku 1930 świat ten doszedł do stanu skrajnego ubóstwa i zmienił się tak za­sadniczo, że warun­ki ekonomiczne uległy odwróceniu? Czy ma sens przypusz­czenie, że począwszy od pewnego dnia października 1929 roku, w ciągu kilku miesięcy, świat rzeczywi­ście z wiel­kiego bogactwa popadł w wielką biedę? Oczywiście, że nie.

Douglas spostrzegł to na trzy i pół roku przed wybuchem drugiej wojny światowej. Wtedy wszy­scy mogli zadać sobie pytanie tego samego rodzaju, co pytanie Douglasa, ale postawione od­wrotnie:
Jak to się dzieje, że po dziesięciu latach braku pieniędzy nagle, z dnia na dzień, znajduje się ich tyle, by prowadzić wojnę trwającą sześć lat, która kosztuje miliardy?

W obu wypadkach odpowiedź jest taka sama: sys­tem pieniężny jest jedynie kwestią rachunko­wości i potrzebuje tylko zalegalizowanych liczb. A więc, jeżeli brakuje pieniędzy do zaspokojenia normalnych ludzkich potrzeb, gdy istnieją wielkie moż­liwości pro­dukcji i jeżeli pieniądz pojawia się w obfitości, gdy producenci oraz środki produkcji są zaan­gażowane do celów wojennych i do wytwa­rzania narzędzi niszczenia, dzieje się tak, ponie­waż obecny system monetarny narzuca decyzje, zamiast wiernie odzwierciedlać fakty, wynikające z podejmowanych bez przymusu decyzji wolnych producentów i wolnych konsumentów.
Louis Even
Zauważyłeś/aś literówkę lub błąd ortograficzny? Powiadom o tym...

0 komentarzy | skomentuj
Skomentuj
Treść
Podpis
Antybotpięć odjąć cztery = (liczba/cyfra)